Witajcie!
To ja, przychodzę do Was z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że rozjaśni trochę sytuację opisaną w poprzednich częściach historii, zapraszam do czytania i komentowania!
Lilia ;)
***
Rozdział 5
Otworzyłam go. Tak, nadal nie wierzę w to, co zobaczyłam we wnętrzu koperty. List. Ale nie taki zwykły.
Mamy przyjemność poinformować pannę Spellhutch o przyjęciu na 4 rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
To zdanie cały czas brzmiało mi w uszach. Nie mogłam w to uwierzyć. Magia naprawdę istnieje?! Patrzyłam zdziwiona na mężczyznę z brodą. On natomiast uśmiechał się od ucha do ucha. Również uśmiechnęłam się, po czym jeszcze raz zajrzałam do koperty.
Standardowe wyposażenie czarodzieja, rocznik 4… Cóż miało by to znaczyć?
Cynowy kociołek rozmiar 2… Czyżby to wszystko było na prawdę?
Różdżka… Nie wierzę!
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Radość wypełniała całe moje ciało. Nie mogłam wprost uwierzyć… Zaraz, czy to aby nie sen? Podskoczyłam parę razy ze szczęścia, przytuliłam myszkę i węża… Moment…
-Czy będę mogła zabrać ich ze sobą do szkoły? - zapytałam z nadzieją w głosie.
Lekko zmieszany starzec odrzekł:
-Ostatecznie mogę Ci na to pozwolić, w końcu podejrzewam, że traktujesz ich jak rodzinę… Wiem, że długo ich znasz, niech pojada z Tobą.
Ucieszona jak nigdy już zaczęłam planować cały rok szkolny. Szkoda tylko, że nie wiem jakich będę miała znajomych. Czy mnie zaakceptują? Czy ktokolwiek będzie mnie rozumiał?
Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie. Niestety, na żadne nie znałam odpowiedzi. W moim życiu właśnie zaczął się nowy etap. A może pewnego rodzaju przemiana?
Starzec już miał się odwrócić, kiedy najwidoczniej o czymś sobie przypomniał.
-A i jeszcze jedna sprawa. Wiem, że poznałaś Suzie, wypytaj ją, proszę, o sprawy dotyczące Hogwartu. Powinna Ci wszystko dokładnie wytłumaczyć, w kocu chodzi już do tej szkoły 3 lata.
-Dobrze, jak ją znajdę na pewno zapytam. I dziękuję za wszystko! - odkrzyknęłam za znikającym mężczyzną.
***
Siedząc przy ciepłym kubku kawy zastanawiałam się nad dzisiejszym dniem. Czemu wszystko dzieje się tak nagle? Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę w pewnym sensie świadkiem morderstwa. Moja mama opowiadała mi to dokładnie. Zimne ciało. Szeroko otwarte oczy. I ta zapłakana dziewczyna. Jak ja jej współczuję. Nawet jej nie znam! Podejrzewam, że pewno teraz siedzi sama gdzieś, w jakimś kącie i płacze. A może powinnam jej poszukać i porozmawiać?
Dopiwszy napój, wyszłam na zewnątrz. Wiał zimny wiaterek, mimo że było lato. Zaczęło się już ściemniać. Podeszłam pod biały budynek, ale nikogo nie widziałam. Weszłam więc do środka. Niezbyt mądre było to posunięcie wtargnięcia tutaj bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, ale chciałam za wszelką cenę znaleźć Lilcię. W końcu żadna Suzie nie powinna się poddawać, prawda?
Weszłam po schodach na 1 pierwsze piętro, gdyż na parterze wszystkie drzwi były pozamykane na klucz. Do wszystkich pomieszczeń u góry prowadził dywanik w wielobarwne wzory. Właściwie cały korytarz wyglądał tak samo:wszystkie drzwi były białe, każdy dywanik wyglądał podobnie… Można by było się tu pogubić! Długi korytarz zakręcał na końcu, a ja, zaciekawiona, poszłam nim. Nie różnił się specjalnie od poprzedniego - tak samo nijaki ja reszta. Stwierdziłam, że przecież pokój Lili na pewno się czymś różni. Weszłam więc na drugie piętro. Tym razem korytarz wymalowany był na kolor błękitny. Wszystkie dywaniki były zielone, ale drzwi nadal białe. Oprócz jednych.
Nie pomyliłam się co do tego, że pokój nowej koleżanki na 100% się rożni od innych. Jej drzwi migotały wszystkimi kolorami tęczy.Nie wiem jak ona to zrobiła, ale mam nadzieję, że mugole tego nie widzą. Wywołało by to tylko niepotrzebny strach i panikę.
W tym momencie z drzwi na końcu korytarza wyszła jakaś starsza pani. Miała siwe włosy i laskę, która musiała się podpierać, aby się nie wywrócić. Chciałam ją wyminąć, aby jej tylko nie spotkać, więc zapukałam do kolorowych drzwi. Jak na złość nikt nie odpowiadał, więc pociągnęłam za klamkę. Nic. Starsza pani widząc moje zmagania drzwiami powiedziała:
-Kochaneczko, szukasz może tej dziewczynki z brązowymi włosami? Jej już tu nie ma.
-Ale jak to, widziałam ją rano!
- Słyszałam, że ją przenieśli. Podobno to ciężki przypadek, ale ja w to nie wierzę. Dziwne rzeczy się teraz dzieją… Bardzo dziwne rzeczy. najpierw te czarne postacie, potem zielone fajerwerki… Coś musi się dziać. Nie wiesz, może, czy nie ma jakiegoś festynu w tym tygodniu?
teraz mnie olśniło. To nie mogło być zwykłe zabójstwo! Zielone światło, czarne postacie… Ale zaraz, skąd ta pani o tym wie?
Już miałam zadać jej pytanie, kiedy ona rzekła:
-Nie pytaj, tylko szukaj. Idź za głosem serca, bo tym zdziałasz najwięcej. Kiedy zaufasz własnemu sercu, znajdziesz drogę.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć bąknęłam tylko krótkie dziękuję i zeszłam czym prędzej na dół. Zapadła już noc. Niebo lśniło od gwiazd, które migotały w ciemności jak lampki. Przyglądałabym się dłużej temu zjawisku, ale zimny podmuch wiatru przypomniał mi, że nie jest to bezpieczne. Zawsze ktoś może na mnie czyhać, strzelić Avadą… W sumie to nie byłoby bolesne. Mama dużo opowiadała mi o zaklęciach niewybaczalnych, może uda mi się w tym roku porządnie zaliczyć OPCM. Chociaż w sumie ONMS idzie mi znacznie gorzej....
Po wejściu do ciepłego domku ciotki ułożyłam się wygodnie w łóżeczku, po czym szybciutko zasnęłam.
***
Ciemność otaczała mnie wkoło. Nie do końca wiedziałam gdzie jestem, ale postanowiłam mu zaufać. Jakieś 10 minut temu weszliśmy do tego domu, a nadal nie pojawiło się żądne światło. Zawiłe korytarze? Dziwne. Miałam wrażenie, że idziemy cały czas prosto, skręcając od czasu do czasu w prawo lub lewo.
Wszystko pojawiło się tak nagle. Całe pomieszczenie wypełnione nieznanymi mi kompletnie ludźmi. A najgorsze było to, że wszyscy się na mnie patrzyli.
-Jaka podobna…
-Niemożliwe, że to ona!
Na widok starszego mężczyzny wszyscy umilkli. Widać było, że chce zabrać głos.
-Witajcie. Cieszę się, że jesteście wszyscy. To jest panna Spellhutch, przywitajcie ją ciepło.
Nie wiedziałam co zrobić, więc siedziałam cicho. Mój niepokój wzrastał z każdą chwilą, a dłonie zaczęły się dziwnie pocić. Starszy mężczyzna pokazał mi mój nowy pokój, bo czym zniknął z cichym pyknięciem.
Zostałam sama. Co ja tu robię? Nie wiem. Ale na pewno się dowiem.
***
Pamiętajcie o komentowaniu rozdziałów, bardzo proszę o aktywność! :)






