piątek, 7 października 2016

Rozdział 5

Witajcie!
 To ja, przychodzę do Was z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że rozjaśni trochę sytuację opisaną w poprzednich częściach historii, zapraszam do czytania i komentowania!
Lilia ;)

***

Rozdział 5
Otworzyłam go. Tak, nadal nie wierzę w to, co zobaczyłam we wnętrzu koperty. List. Ale nie taki zwykły.
Mamy przyjemność poinformować pannę Spellhutch o przyjęciu na 4 rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
To zdanie cały czas brzmiało mi w uszach. Nie mogłam w to uwierzyć. Magia naprawdę istnieje?! Patrzyłam zdziwiona na mężczyznę z brodą. On natomiast uśmiechał się od ucha do ucha. Również uśmiechnęłam się, po czym jeszcze raz zajrzałam do koperty.
Standardowe wyposażenie czarodzieja, rocznik 4… Cóż miało by to znaczyć?
Cynowy kociołek rozmiar 2… Czyżby to wszystko było na prawdę?
Różdżka… Nie wierzę!
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Radość wypełniała całe moje ciało. Nie mogłam wprost uwierzyć… Zaraz, czy to aby nie sen? Podskoczyłam parę razy ze szczęścia, przytuliłam myszkę i węża… Moment…
-Czy będę mogła zabrać ich ze sobą do szkoły? - zapytałam z nadzieją w głosie.
Lekko zmieszany starzec odrzekł:
-Ostatecznie mogę Ci na to pozwolić, w końcu podejrzewam, że traktujesz ich jak rodzinę… Wiem, że długo ich znasz, niech pojada z Tobą.
 Ucieszona jak nigdy już zaczęłam planować cały rok szkolny. Szkoda tylko, że nie wiem jakich będę miała znajomych. Czy mnie zaakceptują? Czy ktokolwiek będzie mnie rozumiał?
 Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie. Niestety, na żadne nie znałam odpowiedzi. W moim życiu właśnie zaczął się nowy etap. A może pewnego rodzaju przemiana?
Starzec już miał się odwrócić, kiedy najwidoczniej o czymś sobie przypomniał.
-A i jeszcze jedna sprawa. Wiem, że poznałaś Suzie, wypytaj ją, proszę, o sprawy dotyczące Hogwartu. Powinna Ci wszystko dokładnie wytłumaczyć, w kocu chodzi już do tej szkoły 3 lata.
-Dobrze, jak ją znajdę na pewno zapytam. I dziękuję za wszystko! - odkrzyknęłam za znikającym mężczyzną.

***
 Siedząc przy ciepłym kubku kawy zastanawiałam się nad dzisiejszym dniem. Czemu wszystko dzieje się tak nagle? Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę w pewnym sensie świadkiem morderstwa. Moja mama opowiadała mi to dokładnie. Zimne ciało. Szeroko otwarte oczy. I ta zapłakana dziewczyna. Jak ja jej współczuję. Nawet jej nie znam! Podejrzewam, że pewno teraz siedzi sama gdzieś, w jakimś kącie i płacze. A może powinnam jej poszukać i porozmawiać?
Dopiwszy napój, wyszłam na zewnątrz. Wiał zimny wiaterek, mimo że było lato.  Zaczęło się już ściemniać. Podeszłam pod biały budynek, ale nikogo nie widziałam. Weszłam więc do środka. Niezbyt mądre było to posunięcie wtargnięcia tutaj bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, ale chciałam za wszelką cenę znaleźć Lilcię. W końcu żadna Suzie nie powinna się poddawać, prawda?
Weszłam po schodach na 1 pierwsze piętro, gdyż na parterze wszystkie drzwi były pozamykane na klucz. Do wszystkich pomieszczeń u góry prowadził dywanik w wielobarwne wzory. Właściwie cały korytarz wyglądał tak samo:wszystkie drzwi były białe, każdy dywanik wyglądał podobnie… Można by było się tu pogubić! Długi korytarz zakręcał na końcu, a ja, zaciekawiona, poszłam nim. Nie różnił się specjalnie od poprzedniego - tak samo nijaki ja reszta. Stwierdziłam, że przecież pokój Lili na pewno się czymś różni. Weszłam więc na drugie piętro. Tym razem korytarz wymalowany był na kolor błękitny. Wszystkie dywaniki były zielone, ale drzwi nadal białe. Oprócz jednych.
Nie pomyliłam się co do tego, że pokój nowej koleżanki na 100% się rożni od innych. Jej drzwi migotały wszystkimi kolorami tęczy.Nie wiem jak ona to zrobiła, ale mam nadzieję, że mugole tego nie widzą. Wywołało by to tylko niepotrzebny strach i panikę.
W tym momencie z drzwi na końcu korytarza wyszła jakaś starsza pani. Miała siwe włosy i laskę, która musiała się podpierać, aby się nie wywrócić. Chciałam ją wyminąć, aby jej tylko nie spotkać, więc zapukałam do kolorowych drzwi. Jak na złość nikt nie odpowiadał, więc pociągnęłam za klamkę. Nic. Starsza pani widząc moje zmagania drzwiami powiedziała:
-Kochaneczko, szukasz może tej dziewczynki z brązowymi włosami? Jej już tu nie ma.
-Ale jak to, widziałam ją rano!
- Słyszałam, że ją przenieśli. Podobno to ciężki przypadek, ale ja w to nie wierzę. Dziwne rzeczy się teraz dzieją… Bardzo dziwne rzeczy. najpierw te czarne postacie, potem zielone fajerwerki… Coś musi się dziać. Nie wiesz, może, czy nie ma jakiegoś festynu w tym tygodniu?
teraz mnie olśniło. To nie mogło być zwykłe zabójstwo! Zielone światło, czarne postacie… Ale zaraz, skąd ta pani o tym wie?
Już miałam zadać jej pytanie, kiedy ona rzekła:
-Nie pytaj, tylko szukaj. Idź za głosem serca, bo tym zdziałasz najwięcej. Kiedy zaufasz własnemu sercu, znajdziesz drogę.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć bąknęłam tylko krótkie dziękuję i zeszłam czym prędzej na dół. Zapadła już noc. Niebo lśniło od gwiazd, które migotały w ciemności jak lampki. Przyglądałabym się dłużej temu zjawisku, ale zimny podmuch wiatru przypomniał mi, że nie jest to bezpieczne. Zawsze ktoś może na mnie czyhać, strzelić Avadą… W sumie to nie byłoby bolesne. Mama dużo opowiadała mi o zaklęciach niewybaczalnych, może uda mi się w tym roku porządnie zaliczyć OPCM. Chociaż w sumie ONMS idzie mi znacznie gorzej....
Po wejściu do ciepłego domku ciotki ułożyłam się wygodnie w łóżeczku, po czym szybciutko zasnęłam.

***

Ciemność otaczała mnie wkoło. Nie do końca wiedziałam gdzie jestem, ale postanowiłam mu zaufać. Jakieś 10 minut temu weszliśmy do tego domu, a nadal nie pojawiło się żądne światło. Zawiłe korytarze? Dziwne. Miałam wrażenie, że idziemy cały czas prosto, skręcając od czasu do czasu w prawo lub lewo.
Wszystko pojawiło się tak nagle. Całe pomieszczenie wypełnione nieznanymi mi kompletnie ludźmi. A najgorsze było to, że wszyscy się na mnie patrzyli.
-Jaka podobna…
-Niemożliwe, że to ona!
Na widok starszego mężczyzny wszyscy umilkli. Widać było, że chce zabrać głos.
-Witajcie. Cieszę się, że jesteście wszyscy. To jest panna Spellhutch, przywitajcie ją ciepło.
Nie wiedziałam co zrobić, więc siedziałam cicho. Mój niepokój wzrastał z każdą chwilą, a dłonie zaczęły się dziwnie pocić. Starszy mężczyzna pokazał mi mój nowy pokój, bo czym zniknął z cichym pyknięciem.
Zostałam sama. Co ja tu robię? Nie wiem. Ale na pewno się dowiem.

***

Pamiętajcie o komentowaniu rozdziałów, bardzo proszę o aktywność! :)

czwartek, 22 września 2016

Rozdział 4

Witam wszystkich oczekujących na rozdział!
Tak, wiem, ja też nie zawsze mam czas. Ale co z tego! Napisałam rozdzialik, może za krótki, nie wiem szczerze, ale mam nadzieję, że Was zadowoli :P. Nie przedłużam, czytajcie, bo na pewno macie jeszcze dużo do zrobienia.
Lilia ;) 



***

Rozdział 4
-Suzie… bardzo ładne imię - odparłam. Co tu robisz?
-Mogłabym zadać tobie to samo pytanie…Zresztą twoje imię też jest bardzo ładne.
-Naprawdę?
-A myślisz, że ja żartuję?
Przez dłuższy czas nie mogłyśmy znaleźć sobie tematu do rozmowy. Obserwowałyśmy tylko ulicę i grupkę osób zajmujących się sprawą Emily.
-Właściwie… co tam się stało, że tyle ludzi zgromadziło się wokół tego domu?
-Nie wiem jak by Ci to wytłumaczyć… To moja wina - odpowiedziałam płaczliwym głosem. - Ona zginęła przeze mnie! Ten głupi pająk!
-Czekaj, spokojnie, ktoś zginął?! I mówisz mi to dopiero teraz? - powiedziała Suzie głośno.
-Nie pytałaś…
W tym momencie zobaczyłyśmy pana, który zaczął iść w naszą stronę. Wcześniej rozmawiał z uczestnikami balu, zauważyłam go z daleka, miał taki zabawny cylinder. Kiedy podszedł do nas można było poczuć lekki zapach polnych kwiatów… Czyżby używał kobiecych perfum?
-Dzień dobry dziewczynki… Która z Was to Lilia Spellhutch?
W tym momencie poczułam, że coś rusza się w mojej kieszonce. Zapomniałam o Soni! Myszka szybko wyskoczyła z kieszeni i poruszając śmiesznie wąsami powiedziała:
 -Lili, a wąż?
W mgnieniu oka podniosłam się z siedzenia i stanęłam jak wryta. Jak mogłam zapomnieć?!
-Ja jestem Lilia - odpowiedziałam cichutko.
Starszy pan popatrzył na mnie dziwnie i uśmiechnął się pod nosem.
-Będą mi potrzebne twoje zeznania w sprawie śmierci twojej opiekunki.
-A jest to teraz konieczne?
-Niezbędne, aby złapać winnego i zapobiec kolejnym atakom.
-Czyli to się już powtórzyło? - zapytała z przestrachem Suzie.
-Nie… nie ma się czego obawiać. To normalne procedury, szczególnie, że zbliżają się już Mistrzostwa Świata w Quidditchu!
-O co chodzi? - spytałam. Wszystko tu dla mnie jest jakieś obce…
-Nic nie wiesz? - spytała Suzie. - Przecież wszyscy uwielbiają quidditcha!
-Quidditcha? - powiedziałam zdziwiona. - To jakaś potrawa, sklep, może marka samochodu?
-Przecież to NASZ sport! - krzyknęła z zachwytem Suzie. - Każdy czarodziej go zna, nie ma mowy, żeby jakikolwiek przedstawiciel naszej społeczności nie poszedł na mecz Quidditcha.
“Czy ja żyję w innym świecie? Nie wiem o czym ona mówi!” - pomyślałam.
Przeprosiłam na chwilę towarzyszy moich rozmów, po czym razem z Sonią pobiegłyśmy w stronę domu. Pamiętam, że zostawiłam okno otwarte, więc podeszłam od drugiej strony domu do taśm zabezpieczających okolicę i zawołałam węża. Kiedy zobaczyłam go całego i zdrowego, odetchnęłam z ulgą. Przypełzł do nas i razem wróciliśmy na schody owego domu, gdzie powinna czekać Suzie. Dla mnie to normalne, nikt nigdy nie pilnuje co robię, ani mnie nie zauważa. Zastanawiało mnie natomiast dlaczego tak się dzieje.
Kiedy podeszłam do dużego domu, nie zauważyłam nikogo poza starszym panem z długą brodą. Miał śmieszną, dawno już niemodną szarą szatę i dziwną czapkę. Zastanawiałam się co taki dziwny człowiek może robić na tej ulicy, ale w tym momencie przypomniałam sobie poranne zdarzenie. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nie widziałam nawet jak ją zabrali. Gdzie ona jest? Jak ją zabito? I co z jej chłopakiem?! Dlaczego jej to zrobił? A jeszcze Nagini…
Starzec zaczął iść w stronę taśm, aż do owego pana, który chciał ode mnie wyciągnąć zeznania. Uznałam za słuszne, że podejdę, bo w końcu mój wąż jest przy mnie bezpieczny. Na pewno zdziwiliby się widząc go w moim pokoju, może lepiej jest, jak idzie ze mną.
Podeszłam w tamto miejsce i zobaczyłam jakiś mężczyzn, dość głośno rozmawiających ze sobą.
-Przecież to jeszcze dziecko!
-Tak, Bartemiuszu, ale musimy dowiedzieć co się stało! - powiedział mężczyzna w jeszcze wyższym kapeluszu niż pan Bartemiusz. - Każdy szczegół jest ważny, a ministerstwo musi być poinformowane na bieżąco!
-Przepraszam, że się wtrącam, ale mamy słuchaczkę - powiedział starzec z brodą.
W tym momencie grupa mężczyzn popatrzyła na mnie. Poczułam się trochę przytłoczona tym, że nagle wszyscy na mnie spojrzeli. Dużą sensację wzbudził też mój wąż pełznący za mną i Sonia, której głowa lekko wystawała z kieszeni. Nie miałam pojęcia co powiedzieć, więc stałam sztywno.
-Och, to ty - powiedział pan Bartemiusz. - Chodźmy może na chwilę do środka.
Siwiejący z lekka mężczyzna wszedł do domu. Znalazł wolny pokój, należący zapewne do Emily, w którym nigdy nie byłam. Urządzony był po kobiecemu - kolorowe szafki wypełniały ściany, a szafa, szufladki i komoda były w odcieniu pudrowego różu, który kobieta bardzo lubiła. Miała dużo sweterków w odcieniach różu i fioletu, zresztą bardzo do niej pasowały. Ubierała się bardzo modnie, każdy strój odpowiednio dobrany i kuszący stanowił idealne połączenie zniewalające mężczyzn z nóg. Ale niestety, ostatni jej wybór nie był trafny… Obiecała mi nawet, że zostanę druhną. Ślub miał odbyć się za chwilkę, bardzo żałuję,że ceremonia nigdy się nie odbędzie.
Pan Bartemiusz stanął przed oknem i myślał chwilkę. Usiadłam na jednym z fotelików, który okazał być się bardzo wygodny. Cisza, która ogarnęła pokój, budziła we mnie coś w rodzaju nostalgii i tęsknoty. Cały pokoik pachniał jeszcze jej perfumami, chociaż z daleka dochodziła mnie woń perfum mężczyzny.
-Ty jesteś Lilia, tak? Słyszałem, że z Emily byłyście bardzo zżyte.
-Można tak powiedzieć. Bardzo się lubiłyśmy… Nie chciałam, żeby tak się to wszystko potoczyło.
-Nikt z Nas nie chciałby doświadczyć takiej tragedii. Strata rodziny jest bardzo bolesna, sam ją odczułem.
-Nie mam rodziny, Emily była tylko opiekunką. Chociaż w pewien sposób była dla mnie jak matka.
-No cóż, przejdźmy do sprawy. Proszę, opowiedz mi dokładnie wszystko co widziałaś.
I opowiedziałam. Pan Bartemiusz słuchał mnie uważnie, śledząc każde moje słowo, jakby stanowiło klucz do rozwiązania zagadki. Nie wspomniałam mu tylko o rozmowie z Nagini, bo to byłoby na pewno niepokojące.
-Dziękuję, że poświęciłaś mi swój czas. Na pewno jeszcze się spotkamy, jak wyjaśnimy całe zajście.
Kiedy wyszliśmy z budynku grupka ludzi znacznie się zmniejszyła. Zdziwiłam się jednak, kiedy podszedł do nas starzec z długą brodą.
-Bartemiuszu, Lilia zapewne dość już nasłuchała się regulaminów i innych spraw związanych z Ministerstwem. Chciałbym jednak teraz z nią porozmawiać.
Pan Bartemiusz odszedł. Spytałam więc:
-O co chodzi?
-Drogie dziecko. Nie wiem czy domyślasz się co zaszło - przypuszczam, że było to morderstwo. Nie chcę Cie straszyć, ale sądzę, że nie stało się to przypadkiem.
-Co Pan przez to rozumie?
-Jakby Ci to wytłumaczyć… Nasz świat jest obecnie podzielony. Wielu zwolenników pewnego człowieka jest na wolności. Zagrażają oni naszemu bezpieczeństwu - poszukują kogoś bardzo im potrzebnego. Poznałaś pewnie Suzie? Ona również zna osobę, której owi źli ludzie chcą znaleźć. A że jesteście w tym samym wieku, na pewno dogadałyście się bez problemu. 3 lata temu musiało dojść do pewnej pomyłki… List do Ciebie musiał nie dotrzeć w odpowiednie miejsce, lub został zniszczony. Nie wiem jak to się stało - księgi zapisały Cię jako niechętną do uczęszczania do naszej szkoły. Postanowiłem Ci wręczyć go osobiście.
Starzec podał mi kopertę, opieczętowaną i nieotwieraną. Zapisany był na niej nawet mój adres. Kiedy ją otworzyłam, nie byłam pewna, czy to co widzę jest prawdziwe.

***

Pamiętajcie o komentowaniu, bez Waszych opinii nie wiem, co Wam się podoba, a co nie :)

wtorek, 20 września 2016

Blogowy mail

HeJ!

Tutaj znowu ja, pewnie już mnie macie dość, ale, niestety, ja od tak nie zniknę XD

 


Przechodząc do tematu...

Wiem, że wielu z Was woli anonimowość, ale mam prośbę: Jeśli macie taką możliwość, to zalecałabym Wam założyć fikcyjne konto Google, bo ja także nie chciałabym wysyłać czegoś do kompletnie obcych mi osób z bloga z mojego prywatnego maila. Znacznie ułatwiło by to nam (mi, Lilii i Wam) współpracę.
Nie narzucam nic, ale najlepiej by było, gdyby mail związany był z serią HP lub naszym magicznym światem, coś typu: wingardium.leviosa@przykładowymail.pl itp. 
Wtedy ci najaktywniejsi komentatorzy i czytelnicy byliby rozpoznawalni, co wg mnie byłoby ciekawe i fajne :) (za dużo "byłoby", jedynka z polskiego XD )

Jeżeli jednak nie chcecie zakładać fikcyjnych kont, zawsze ja i Lilia możemy założyć mail blogowy. 

I teraz zwracamy się z pytaniem do Was: Wolelibyście założyć własne konta, czy może mail blogowy? 
 Piszcie śmiało w komentarzach! W wersji na komputer umieszczam także ankietę :)
Sue :)

środa, 7 września 2016

Rozdział 3

 
 Witajcie!
To ja! Witam Was już w roku szkolnym! Czy Wy też macie tyle do roboty? Cóż... przejdźmy do rozdziału. Przepraszam, że dodaję go po 20, ale był naprawdę wymagając. Kolejny będzie 21 września. Nie przedłużam, powodzenia w czytaniu!
Lili ;)


Rozdział 3

 -Och, zachowuj się! - zawołałam mojego węża, który gonił Sonię po pokoju. Wywrócili kosz, zrzucili zeszyty z notatkami, a teraz jak gdyby nigdy nic skaczą po moim łóżku. Z mojego posłania zaczęły wydobywać się zgrzyty i chrumkania, przestraszyłam się, że pomimo lekkości zwierzątek, łóżko mogłoby zacząć strzelać sprężynami.
 -To niedopuszczalne żeby takie dojrzałe stworzenia jak wy goniły za sobą i rozrzucały wszystko co się da. Jak wytłumaczę potem ten bałagan, jeżeli ktoś tu wejdzie?! Pomyśleliście ile czasu będę musiała to potem sprzątać?!
Zwierzątka zamilkły przestraszone i skuliły się. Mój krzyk najwidoczniej ich przestraszył.
 -Ja… przepraszam, niepotrzebnie tak na Was nakrzyczałam.
 -Nic się nie stało, to nasza wina Lili - odpowiedziała Sonia. - Postaramy się pomóc w sprzątaniu!
 -No dobrze, nie musicie mi pomagać, ale żeby to był ostatni raz!
 Zaczęłam układać notesy na swoje miejsca, kiedy do pokoju wbiegła Emily.
 -Co tu się dzieje?! Skąd dobiegały te hałasy?! - opiekunka popatrzyła po pokoju w poszukiwaniu źródła dźwięków.
 -Ale… Tu naprawdę nic się nie działo! - odpowiedziałam lekko zmieszana.
 -Bo Ci uwierzę! A niby skąd dobiegały te dziwne dźwięki?
 -Na pewno nie stąd! Jak słowo daję! -  powiedziałam donośnym głosem.
 -No dobrze, sprawdzę gdzie indziej. Tylko nie rozrabiać!
 Kiedy Emily wyszła, odetchnęłam z ulgą. Sonia z wężem wyszli z pod łóżka, gdzie byli schowani.
 -Uff… Niewiele brakowało! - powiedziałam uśmiechając się lekko.
 Zwierzątka uśmiechnęły się razem ze mną, a ich buzie otworzyły się szeroko, wyrażając co najmniej dumę, z powodu bałaganu jaki narobili.
 -I z czego się tak cieszycie, co? Zamknijcie buzie, bo od tych uśmiechów wszystkie zęby wam wypadną.
 -Lili, tylko że… nam nie wypadają zęby - odpowiedziała Sonia.
 -Och…! Dzisiaj się Wam upiekło, chociaż już dawno powinnam dać wam jakąś karę za takie wybryki.
 Kiedy poukładaliśmy wszystko na miejsca pokoik lśnił. Dosłownie! Byłam dumna z moich przyjaciół, pomogli mi jak nigdy dotąd. nie wiedziałam, że są tak silni - udało im się nawet postawić kosz na śmieci kiedy ścieliłam łóżko.  Wykończeni mozolną pracą usiedliśmy przy mały stoliczku. Wąż i Sonia położyli się przy wazoniku ze stokrotkami, które nazbierałam rano za domem. Na główkę myszki spadła kropla wody z jednego z płatków i przez to otrząsnęła się śmiesznie. Szybko poszliśmy spać bo jutro miał nas czekać wyjątkowo trudny dzień.

***

 Wiele ubrań wisiało na wieszakach w sklepiku z najnowszymi trendami czarodziejskiej mody. Zawsze było tam mnóstwo ludzi, a każdy chce pięknie i modnie wyglądać. Oczywiście nie wszystkich na to stać… ale kto bogatemu zabroni. Każde lustro widziało już tysiące zwykłych osób, ale tą dziewczynkę trudno będzie zapomnieć.
 “Mała” Suzie pisała właśnie po jednej ze świecących tafli “różowy jest piękny”, kiedy do przymierzalni wgramoliła się jakaś pani.
 -Och dziecko, przepraszam, nie zauważyłam Cię, już wychodzę!
 -Ależ nic się nie stało. Mogę nawet doradzić Pani, którą sukienkę wybrać!
 -To miło z Twojej strony, ale… chyba nie potrzebuję pomocy. Dam sobie radę. W sumie mam nawet gotowy strój, chciałam tylko wybrać dobry rozmiar. Momencik.. gdzie one są?
 -Tego Pani szuka? - podałam grubszej pani jej okulary w grubych różowych oprawkach, których nijak nie dało się nie zauważyć, kiedy leżały tak spokojnie na dywaniku. Zostawiłam ją oniemiałą na środku kabiny, po czym wyszłam ze sklepu, udając się w stronę sklepu z magicznymi stworzeniami.
Szukałam wzrokiem mojej mamy wśród tego tłumu na Pokątnej, ale nie mogłam jej dostrzec. Dojrzałam tylko parę osób ze szkoły, które przybyły w dzisiejszym dniu kupować nowe podręczniki. Na wystawach było bardzo dużo różnych fajnych przedmiotów, które bardzo chciałabym mieć. A chociażby taka kulka-migotka. Niby ozdoba, ale jaka funkcjonalna! Bardzo dobrze sprawdza się jako kula dyskotekowa lub latarka, mimo swoich małych rozmiarów. Byłam pod wrażeniem ilości zwierzątek w sklepie i różnych mioteł - w końcu quidditch nie jest mi obcy. Po pewnym czasie zajrzałam także do sklepu z książkami. Uwielbiam ten zapach, kiedy przewracam strony nowych książek. To takie… odprężające!
 Kiedy przechodziłam obok książek do szkoły, pomyślałam o tym, że fajnie byłyby dowiedzieć się, czego w tym roku się nauczymy. A że uwielbiam zaklęcia - od razu podręcznik wylądował w moich rękach, a ja zaczytana po uszy nie widziałam świata poza nią. Musiałam już długo tak czytać, bo kiedy podniosłam głowę, zauważyłam, że księgarnia zrobiła się pusta. Był tylko jeden problem. Moja mama. A właściwie okropnie rozdrażniona, wściekła i zapewne wygłodniała mama.
 -Gdzieś ty była cały ten czas?! Szukam Cię i szukam, po całej pokątnej, w każdym sklepie! Czemu wyszłaś bez pytania???
 -Mamo, ja mam prawie 14 lat… Chyba jestem na tylko “duża”, że mogę chodzić spokojnie po sklepach, nie?
 -Ty mi tu nie mów, że jesteś duża, bo idziesz dopiero do 4 klasy! A teraz marsz do sklepu, musimy Ci kupić suknię na bal!
 - Jaką suknię? Jaki bal? Przecież wiesz, że nie lubię bali!
 -Przecież w tym roku jest turniej trójmagiczny! A tradycją jest, że na każdym turnieju jest bal!
 -I nie powiedziałaś mi o tym?!
 -Nie miałam potrzeby mówić Ci wcześniej. A teraz chodź wreszcie, w końcu musisz być w coś ubrana, prawda?

***

-Aaaaaaaaa! Ratunku! Zabierzcie to ode mnie! - krzyczałam przerażona - dlaczego on chce mnie pożreć?!
-Cicho, uspokój się... - powiedział mój wąż.
-Ja też się go boję! Jest przerażający! - powiedziała wystraszona Sonia.
-Cicho! Chować się! - zawołałam, kiedy usłyszałam kroki na korytarzu.
Do pokoju weszła Emily.
-Ktoś tu wtargnął, że tak krzyczysz? Gdzie jesteś włamywaczu?  
-To nie żaden włamywacz. Patrz tam! - krzyknęłam pokazując palcem na ścianę. Siedział na niej wielki olbrzymi…
-Przecież to tylko pająk… - opiekunka spokojnie odrzekła - Daj mi obrusik, to go wyniosę.
Emily wzięła obrusik i już miała chwycić zdobycz… kiedy ta przystąpiła do ataku! Pająk skoczył prosto na dekolt kobiety, która z wrzaskiem wybiegła na korytarz.
-Przynajmniej jednego potwora mniej - powiedziałam patrząc na chmarę komarów latających nad łóżkiem.
-Jak możesz tak mówić Lili! Lepiej chodźmy zobaczyć co z nią! - powiedziała przejęta dogłębnie tą sytuacją myszka. - A co jak coś się stało? Potem będziesz się obwiniać, że tego nie sprawdziłaś!
- No dobrze, masz rację. A ty pilnuj pokoju, umiesz się bronić, prawda? - powiedziałam do ukochanego gada.
Wybiegłyśmy szybko z pokoju - myszka siedziała w kieszeni mojej koszulki. Zbiegając w dół po schodach prawie potknęłam się o sterczący dywan, który nie wiadomo skąd pojawił się na podłodze. Wybiegłam przed drzwi. Postanowiłam, że pensjonat obejdziemy skręcając najpierw w lewo od drzwi - stamtąd widać było całą ulicę. Po drugiej stronie drogi zobaczyłam nagle wielki dom. Skąd on się tu wziął?! A jaki przy nim ruch… Czyżby jakieś przyjęcie? Na tej ulicy nigdy nic się nie dzieje… Pewnie jakieś wesele czy coś, potem pooglądam co się dzieje wokół.
Kiedy zaczęłam znowu skręcać w lewo, aby przejść obok kolejnej ścian, Sonia kazała mi stanąć.
-Mówię Ci, nie idź tam. Coś mi mówi, żebyś tam nie szła! - powiedziała szeptem, jakby czując obecność… jakiejś osoby?
-A może to Emily? Musimy przecież sprawdzić każde miejsce!
W tym momencie błysnęło zielone światło. Latarka? Nie możliwe - zbyt krótkotrwałe i… kto ma zielone światło w latarce?! Szybko wybiegłam za dom… Nigdy tego chyba nie zapomnę.
Czarna postać z wężem na ramieniu pochylała się nad Emily. Niestety musiałam akurat w tym momencie nadepnąć na wstrętną gałązkę albo suchy patyk, bo chyba wyczuła odpowiedni moment, aby pojawić się pod moją nogą. Człowiek odwrócił się - po pojutrze wywnioskowałam, że to mężczyzna. Nagle zdjął kaptur i oblizał się… Przecież to chłopak Emily!
Opiekunka pokazywała mi jego zdjęcia, podobno za miesiąc mieli wziąć ślub. Czemu w takim razie ona leży teraz nieprzytomna na trawie?
-Kim jesteś dziewczynko? - powiedział do mnie… wąż.
Stanęłam sztywno mierząc ich wzrokiem. Co ja mam zrobić?
-A ty? - to chyba najgłupsze pytanie jakie mogłam strzelić w tym momencie.
Mężczyzna patrzył na nas dziwnym wzrokiem.
-Jessstem Nagini.
-Już o tobie słyszałam, mój wąż mi o tobie opowiadał, czy to ty, jedyny wąż, który ma imię?
-Tak sss.
-Co tu się dzieje? Dziecko co ty mówisz? A może to ty…
Mężczyzna zaczął się do mnie przybliżać. Ja, przerażona, zaczęłam krzyczeć najgłośniej jak umiałam. Równie przerażony krzykiem chłopak nagle… zniknął. Została po nim czarna mgiełka, która szybko się uniosła i zniknęła. Podbiegłam do Emily. Miała otwarte, szare oczy, już bez tych samych ogników jak dawniej. Nie oddychała. W tym momencie zrozumiałam. Zabił ją. Była moją ostatnią rodziną. Może nie do końca rodziną, ale tak ją traktowałam.
W moich oczach pojawiły się łzy. Mimo tego że nigdy nie płaczę,teraz z moich oczków lał się strumień wody. Co ja teraz zrobię? Mnóstwo takich pytań pojawiało się w mojej głowie.
Nagle podbiegła do mnie jakaś pani w czerwonej sukience. Gdy zobaczyła ciało Emily chyba zrozumiała co się stało i odciągnęła mnie z daleka od miejsca zbrodni.
Posadziła mnie na schodach jakiegoś domu, nie widziałam dokładnie przez natłok łez siedzących w moich oczach. Nagle kobieta popatrzyła do góry i wydała z siebie zduszony okrzyk. Kobieta zawołała kilku mężczyzn, którzy poszli z nią w kierunku pensjonatu.
Rozejrzałam się dookoła. Wytarłam oczy w rękaw bluzy, którą miałam na sobie. W tem zobaczyłam dziewczynkę, która wyszła głównymi drzwiami owego domu, który niespodziewanie pojawił się na ulicy. Ubrana w śliczną sukienkę, bogato zdobione kolczyki i śliczne pantofelki wyglądała cudownie. Dziewczyna podeszła do mnie, dziwnie się na mnie patrząc.
-Cześć! Jak się nazywasz?
-Lilia jestem, dla przyjaciół Lili. A Ty? - odpowiedziałam przez zatkany nos.
-Nazywam się Susan. Suzie Wheelwright.
***

To już koniec rozdziału! Zostawiajcie komentarze i powiedzcie czy chcecie dalsze części! 

środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 2

Hejka!
Tutaj nowy rozdział! Piszcie w komentarzach uwagi, czy Wam się coś nie podoba, a może coś się Wam spodobało? Nie zawracam już głowy, łapcie rozdział 2!
Lili ;)


***
Rozdział 2
 Są wakacje, więc powinno być ciepło, prawda? Coś mi się wydaje, że w tym roku pogoda nie dopisuje. Na niebie są tak ciemne chmury, że nawet latarnie nie są w stanie oświetlić pustej ulicy. Od dłuższego czasu wyglądam przez okno z mojego pokoju i nie mogę nadziwić widokiem nadchodzącej burzy. To takie piękne, te czarne obłoki, tak daleko, a wyglądają jakby chciały dotknąć swoimi łapkami dachów budynków. Co prawda przed chwilką było 25 stopni… No cóż - w tym roku słońce nie ma zamiaru pozwolić nam się opalać.Ucieka jak myszka przed kotkiem. Chowa się za tymi chmurkami i chowa… Czemu nie chce wyjść? Słonko, wracaj!
 Właśnie zaczęło padać. Czasami z nudów oglądam rozbijające się krople o parapet. Wszystkie auta przy drodze mają już mokre dachy i szyby, trawnik chyba już się napił, a ludzie czym prędzej uciekają do swoich domów. Cała ulica stała się pusta w mgnieniu oka, tylko gołębie mokną w deszczu… Nawet one poderwały się do lotu! Czyżby coś było nie tak?
Na oknie nagle pojawił się szron. Gdy dotknęłam go ręką zmroził moje palce. Na zewnątrz zaczęło wiać tak mocno, że myślałam, że zaraz wyrwie mi okno. Termometr wskazywał bardzo niską temperaturę, jakiej w lecie nikt by się nie spodziewał. Na pewno coś się musiało stać! Może to sprawdzić?
 Po drodze do drzwi nie spotkałam nikogo. Bardzo cieszę się, że wszyscy są skuleni ze strachu w swoich pokojach. Już dawno korytarz nie był taki pusty, a w ośrodku nie było tak cicho.
Kiedy wyszłam na zewnątrz nic nie było widać. Trudno było dojrzeć latarnię przez tak gęsty deszcz. Poczułam przeraźliwe zimno, które owiało moje ciało ze wszystkich stron. Zmoknięta i zmarznięta chciałam wracać, kiedy zobaczyłam TO. Wszystkie dobre uczucia ze mnie odpłynęły, a ja poczułam się jakbym miała za chwilkę zwiędnąć. Jak to zwiędnąć?! Przecież to nie możliwe… A jednak w środku czułam taką pustkę, jakby to coś wyssało moje wnętrzności. Potwór zaczął lecieć prosto na mnie. Przerażona nie na żarty wbiegłam do domu zatrzaskując drzwi i opierając się o nie na sekundę. Wbiegłam po schodach na górę, zamknęłam się w pokoju i wyjrzałam przez okno. Potwór w długiej, postrzępionej sukni lub płaszczu przeleciał jeszcze parę razy koło okna wydając szeleszczące dźwięki ze swojej “twarzy”, której nie miał.
Nagle to wielkie, wstrętne i straszne stworzenie położyło palce na moim oknie. W tym miejscu szyba zamarzła, a ja przerażona wbiegłam do swojej łazienki. Przebrałam się w suche rzeczy, wysuszyłam włosy i dodatkowo przemyłam twarz wodą, aby tylko nie wrócić do pokoju. Nie chcę już nigdy tego zobaczyć. Co to w ogóle jest?! Nigdy tego nie widziałam, to nie jest możliwe… Może mi się przyśniło? Uszczypnęłam się w rękę, aby to sprawdzić i niestety nie był to sen.
 Wypełzłam z łazienki i zerknęłam w stronę okna. Czyżby odszedł? Tak po prostu? Może wziął to co chciał? Podeszłam  bliżej. Otworzyłam szerzej oczy. To co zobaczyłam nie mieściło się w mojej głowie. Jakim cudem nie ma ani jednej chmurki, świeci słonko, a termometr wskazuje 25 stopni?! To nie mógł być sen! Przecież wszystko widziałam na własne oczy… Nawet ludzie powychodzili z domków!
 Po jakimś czasie znowu zrobiło się ciemno, lecz nie było to spowodowane przybyciem stwora. Na zegarku była już dziesiąta. Ułożyłam się wygodnie na łóżeczku kiedy moi mali przyjaciele do mnie przyszli. Bardzo ucieszyłam się z ich towarzystwa, gdyż czułam się już trochę samotna. Kiedy nie mam co robić, a oni wypełniają tę pustkę. Jeśli przychodzą, rozmawiamy do późnych godzin o wszystkim i o niczym. A właściwie o tym co nas otacza. Nie wiem jak to się dzieje, że umieją mnie zainteresować do tego stopnia, że nie możemy oderwać się od tych rozmów.
Przejdźmy może do samych zwierzątek… na przykład Sonia. Z pozoru mała, cicha, niepozorna myszka,a jednak tak dużo ma do powiedzenia. Zawsze umie mnie pocieszyć kiedy jestem smutna. A wąż? To po prostu wąż. Imienia nie ma, gdyż aby go mieć musiałby stworzyć z kimś bardzo silną więź, mimo tego, że jesteśmy przyjaciółmi i bardzo go kocham. Nie dałam mu go, nie wiem dlaczego, ale obiecałam mu to.Może nie mam pomysłu, a wiem, że musi być wyjątkowe. Każdy wąż chciałby mieć imię, to tak jak u ludzi - każdy chce być bogaty lub szczęśliwy - żeby spełniły się jego marzenia. Tylko jeden wąż ma imię. Pytałam swojego przyjaciela, lecz ten go nie znał. Każdy wąż z pokolenia na pokolenie mówi, że to bardzo rzadki przypadek. Taki jeden na milion. Może chociaż w naszym przypadku się uda i będzie to wyjątkowe przeżycie?


***


- Mamo, list już przyszedł! - krzyknęłam uradowana, kiedy mała szara sówka zapukała dzióbkiem w moją szybę. Szybko jej otworzyłam, a ta usiadła mi na ręce. Odwiązałam list z jej nóżki, a ta uradowana szybko odleciała. - Musimy iść na pokątną!
- Dobrze, pójdziemy jutro kochanie! - odkrzyknęła moja mama z dołu. - A teraz chodź, ciocia zaprosiła nas na jutrzejszy wieczór na bankiet!
- Przecież wiesz, że nie lubię takich imprez! Chcę zostać w domu.
- Wyjątkowo wszyscy musimy być na tym przyjęciu. W końcu to jej imieniny, będzie wiele osób z pracy twojego taty, którzy byliby zawiedzeni, gdyby jego rodzina nie była kompletna!
- Będę mogła chociaż poplotkować z Anią?
- Dobrze, będziesz mogła, ale tylko wtedy, kiedy usiądziecie koło siebie. Oczywiście także jeśli Ania przyjdzie. Wiesz przecież, że teraz jej mama ma problemy w pracy, nie wiem czy da radę wstąpić, nie mówiąc już o zaproszeniu…
-  Będzie tam chociaż ktoś w moim wieku?
- Ne pewno nie będzie mugoli, tym bardziej ich dzieci. Głównie sami czystokrwiści, lub półkrwi. Głownie wiele ważnych dla ministerstwa osobistości.
- Mam tylko nadzieję, że nie będzie tego debila…
- Suzie! Jak się wyrażasz? bez względu na to jaki ktoś jest, nie powinnaś o nim źle mówić, tyle razy już to powtarzam, a ty wciąż swoje!
- Dobrze, dobrze… Tylko, że on obraża moje koleżanki! Wiesz też jaki jest Draco… wstrętny, złośliwy, głupi aligator!
- Czemu aligator?
- Tak go przezywamy, żeby nie wiedział, że o nim mówimy. - dodałam uradowana z własnej mądrości. - Nawet nie wie, że stał się tchórzofretką!
- No dobrze… Chodź teraz na kolację. Z czym chcesz kanapkę?
- Z nutellą mamusiu!
- Zawsze musisz się tak niezdrowo odżywiać? Jeszcze wyjdą ci pryszcze i żaden chłopak nie będzie cię chciał.
- A ty zawsze to samo! Po prostu lubię Nutellę no…
- Przynajmniej twoja siostra zdrowo się odżywia.
- Agnes zdrowo się odżywia? Mamo, ona całe życie je tylko chrupki.
- I tak zawsze jesz to samo, to takie niezdrowe!
- Jesteś za bardzo przewrażliwiona. Ja przynajmniej zjadam rzeczy z wózka w pociągu, a Agnes bierze chipsy z domu.
- Ty byś tylko wydawała pieniądze!
- Mamo, pieniądze są po to, żeby je wydawać.
- Ale tylko na potrzebne rzeczy!
- A sukienki też nie są potrzebne?
A ty zawsze to samo!


***
Pamiętajcie o komentowaniu, bez tego nie będzie kolejnych rozdziałów!

środa, 17 sierpnia 2016

Poznajcie mnie #1

Witam ;)
 Tak to ja. Przychodzę do Was z nowym postem... Ale nie z nowym rozdziałem.
 Od teraz mówię Wam, że jakiekolwiek posty pojawiać się będą w środy. Czy w każdą? Nie wiem, może powinnam wrzucać rozdziały co 2 tygodnie.
 Ale przechodząc do tytułu posta... Zadawajcie pytania! Postanowiłam, że jeżeli poznacie mnie trochę bliżej (hihi, brak podtekstów :3), to będę miała z Wami lepszy kontakt! Przy okazji poznam troszkę moich czytelników i może ich oczekiwania!
 Także czekam na pytania, nie przedłużam i liczę na mnóstwo pytań!
Lili ;D


środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział 1

Witajcie!
  To znowu ja. Mam nadzieję, że chociaż 1 osoba przeczytała prolog. Przesyłam Wam 1 rozdział tej historii.
Lili ;)

***

Rozdział 1
 Te białe ściany zawsze przyprawiają mnie o dreszcze. Chyba nigdy ich nie zaakceptuję. Jest to co prawda pokój dziecięcy, ale nawet dorośli nie chcą tu mieszkać. Nie ma tu co robić, cały czas się nudzę,więc... kiedy tak rozmyślam… czemu wszyscy myślą że jestem inna? Rozumiem, że lubię czasem powyć śpiewając, ale to chyba nie powód by mnie tu zamykać. Każdy ma przecież swoje dziwactwa. Bertie rozmawia ze ścianą, a Marge z roślinami na parapecie. Jestem tu chyba najnormalniejszą osobą. Nie mam żadnej konkretnej terapii, ale i tak nikt nie traktuje mnie poważnie. Przynajmniej mam swoich małych przyjaciół. Zawsze mnie zrozumieją i pocieszą w trudnej sytuacji.
  Z rozmyślań wyrwał mnie głos rozzłoszczonej Emily, wołającej na śniadanie
  -Lili, wstawaj! Śniadanie Ci wystygnie!
  Jak byłam mniejsza Emily opiekowała się mną. Często się ze mną bawiła, mam z nią najlepszy kontakt. Teraz muszę sama o siebie zadbać, już nikt oprócz niej się mną nie interesuje.
  A propos śniadania… Wolałabym go nie jeść. Dzień w dzień gumowe bułki, stara szynka, zbutwiały ser, zgniłe warzywa… Do tego jeszcze zjełczała margaryna. Sztućce są tępe, kubeczki ubite, a talerze niedomyte od wczoraj. Na śniadanie przychodzę z przymusu, zjadłam tylko bułki. Moi przyjaciele przynoszą mi smakołyki. Nie wiem skąd je biorą, ale uwielbiam to.
  Oprócz Emily i innych opiekunów mamy też lekarzy. Powinni leczyć… Ale za dobrze im to nie wychodzi. Pare pacjentów już zmarło bo… nie mieli właściwych leków. Przynajmniej tak się mówi. Nie których też biją, ale to rzadko. Jak ktoś nie bierze ich “leków”, albo jest nieposłuszny. Ja osobiście mam jedną kreskę na plecach, ale to chyba normalne tutaj.
Chciałabym stąd uciec. Nie mam rodziny, nie mam do kogo wracać. Nie mam szkoły, znajomych… Taki trochę odludek, nie? Chyba nawet nie rozmawiałam nigdy z osobą w moim wieku. Tu wszyscy są dużo starsi i strasznie dziwni. Chyba rzeczywiście jestem najnormlaniejszą osobą w tym budynku.
***
  Pamiętajcie o komentowaniu, bo bez tego nie wiem czy ktokolwiek jest zainteresowany!

sobota, 6 sierpnia 2016

Prolog

Witajcie! 
 To mój pierwszy wpis jak i pierwsze opowiadanie, które piszę. Mam nadzieję, że mój pomysł Wam się spodoba. Komentujcie i napiszcie co sądzicie. Nie przedłużam więc i życzę miłego czytania!

Lili ;) 



***





Prolog
 Ukryłam się, znowu. Miałam już tego nie robić, ale już nie wytrzymuję. Chcę uciec, daleko stad. Po prostu daleko. Tam, gdzie jest dobrze. Gdzie ICH nie ma. Może znajdę kiedyś swoje miejsce, w którym nie będę inna? Przydałoby się. Ale nie. Nie dam rady dłużej tego znosić. Każdy ma swoje granice i swoją przestrzeń, a w moim przypadku dawno już została naruszona. Czemu jest tak ciemno, nic nie widać… Może powinnam wrócić? Wiem, że sama nie powinnam wychodzić, ale nie chcę już dłużej tu być. Najlepiej byłoby po prostu zniknąć. O tak! Jak zaklęciem, urokiem… jednak czary nie istnieją, nie są możliwe w tym okropnym świecie, bez odrobiny miłości. Pewnie nigdy jej nie zaznam, o ile w ogóle istnieje. Nie wiem jak to jest mieć rodzinę. Żyję tu od zawsze, traktowana jak zwierzę. Ludzie myślą, że zwierzęta nie myślą. Gdybym tylko mogła ukazać im prawdę… I tak już uważają mnie za wariatkę. Ale nigdy nie usłyszą słów myszki, albo szeptu węża. Nie wiedzą jak to dobrze mieć przyjaciół w małych, niepozornych kreaturach, które tak naprawdę są od nich mądrzejsze. Tyle wiedzą o świecie… Nikt nie wie co przeżyli, gdzie byli, jakie miejsca zwiedzili. A ja? Skąd to wiem? Bo z nimi rozmawiam.

***

Jeśli chcecie żebym pisała - napiszcie komentarze! Jeśli nie będę wiedzieć waszej aktywności to nie będę dodawać kolejnych części historii :)