środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 2

Hejka!
Tutaj nowy rozdział! Piszcie w komentarzach uwagi, czy Wam się coś nie podoba, a może coś się Wam spodobało? Nie zawracam już głowy, łapcie rozdział 2!
Lili ;)


***
Rozdział 2
 Są wakacje, więc powinno być ciepło, prawda? Coś mi się wydaje, że w tym roku pogoda nie dopisuje. Na niebie są tak ciemne chmury, że nawet latarnie nie są w stanie oświetlić pustej ulicy. Od dłuższego czasu wyglądam przez okno z mojego pokoju i nie mogę nadziwić widokiem nadchodzącej burzy. To takie piękne, te czarne obłoki, tak daleko, a wyglądają jakby chciały dotknąć swoimi łapkami dachów budynków. Co prawda przed chwilką było 25 stopni… No cóż - w tym roku słońce nie ma zamiaru pozwolić nam się opalać.Ucieka jak myszka przed kotkiem. Chowa się za tymi chmurkami i chowa… Czemu nie chce wyjść? Słonko, wracaj!
 Właśnie zaczęło padać. Czasami z nudów oglądam rozbijające się krople o parapet. Wszystkie auta przy drodze mają już mokre dachy i szyby, trawnik chyba już się napił, a ludzie czym prędzej uciekają do swoich domów. Cała ulica stała się pusta w mgnieniu oka, tylko gołębie mokną w deszczu… Nawet one poderwały się do lotu! Czyżby coś było nie tak?
Na oknie nagle pojawił się szron. Gdy dotknęłam go ręką zmroził moje palce. Na zewnątrz zaczęło wiać tak mocno, że myślałam, że zaraz wyrwie mi okno. Termometr wskazywał bardzo niską temperaturę, jakiej w lecie nikt by się nie spodziewał. Na pewno coś się musiało stać! Może to sprawdzić?
 Po drodze do drzwi nie spotkałam nikogo. Bardzo cieszę się, że wszyscy są skuleni ze strachu w swoich pokojach. Już dawno korytarz nie był taki pusty, a w ośrodku nie było tak cicho.
Kiedy wyszłam na zewnątrz nic nie było widać. Trudno było dojrzeć latarnię przez tak gęsty deszcz. Poczułam przeraźliwe zimno, które owiało moje ciało ze wszystkich stron. Zmoknięta i zmarznięta chciałam wracać, kiedy zobaczyłam TO. Wszystkie dobre uczucia ze mnie odpłynęły, a ja poczułam się jakbym miała za chwilkę zwiędnąć. Jak to zwiędnąć?! Przecież to nie możliwe… A jednak w środku czułam taką pustkę, jakby to coś wyssało moje wnętrzności. Potwór zaczął lecieć prosto na mnie. Przerażona nie na żarty wbiegłam do domu zatrzaskując drzwi i opierając się o nie na sekundę. Wbiegłam po schodach na górę, zamknęłam się w pokoju i wyjrzałam przez okno. Potwór w długiej, postrzępionej sukni lub płaszczu przeleciał jeszcze parę razy koło okna wydając szeleszczące dźwięki ze swojej “twarzy”, której nie miał.
Nagle to wielkie, wstrętne i straszne stworzenie położyło palce na moim oknie. W tym miejscu szyba zamarzła, a ja przerażona wbiegłam do swojej łazienki. Przebrałam się w suche rzeczy, wysuszyłam włosy i dodatkowo przemyłam twarz wodą, aby tylko nie wrócić do pokoju. Nie chcę już nigdy tego zobaczyć. Co to w ogóle jest?! Nigdy tego nie widziałam, to nie jest możliwe… Może mi się przyśniło? Uszczypnęłam się w rękę, aby to sprawdzić i niestety nie był to sen.
 Wypełzłam z łazienki i zerknęłam w stronę okna. Czyżby odszedł? Tak po prostu? Może wziął to co chciał? Podeszłam  bliżej. Otworzyłam szerzej oczy. To co zobaczyłam nie mieściło się w mojej głowie. Jakim cudem nie ma ani jednej chmurki, świeci słonko, a termometr wskazuje 25 stopni?! To nie mógł być sen! Przecież wszystko widziałam na własne oczy… Nawet ludzie powychodzili z domków!
 Po jakimś czasie znowu zrobiło się ciemno, lecz nie było to spowodowane przybyciem stwora. Na zegarku była już dziesiąta. Ułożyłam się wygodnie na łóżeczku kiedy moi mali przyjaciele do mnie przyszli. Bardzo ucieszyłam się z ich towarzystwa, gdyż czułam się już trochę samotna. Kiedy nie mam co robić, a oni wypełniają tę pustkę. Jeśli przychodzą, rozmawiamy do późnych godzin o wszystkim i o niczym. A właściwie o tym co nas otacza. Nie wiem jak to się dzieje, że umieją mnie zainteresować do tego stopnia, że nie możemy oderwać się od tych rozmów.
Przejdźmy może do samych zwierzątek… na przykład Sonia. Z pozoru mała, cicha, niepozorna myszka,a jednak tak dużo ma do powiedzenia. Zawsze umie mnie pocieszyć kiedy jestem smutna. A wąż? To po prostu wąż. Imienia nie ma, gdyż aby go mieć musiałby stworzyć z kimś bardzo silną więź, mimo tego, że jesteśmy przyjaciółmi i bardzo go kocham. Nie dałam mu go, nie wiem dlaczego, ale obiecałam mu to.Może nie mam pomysłu, a wiem, że musi być wyjątkowe. Każdy wąż chciałby mieć imię, to tak jak u ludzi - każdy chce być bogaty lub szczęśliwy - żeby spełniły się jego marzenia. Tylko jeden wąż ma imię. Pytałam swojego przyjaciela, lecz ten go nie znał. Każdy wąż z pokolenia na pokolenie mówi, że to bardzo rzadki przypadek. Taki jeden na milion. Może chociaż w naszym przypadku się uda i będzie to wyjątkowe przeżycie?


***


- Mamo, list już przyszedł! - krzyknęłam uradowana, kiedy mała szara sówka zapukała dzióbkiem w moją szybę. Szybko jej otworzyłam, a ta usiadła mi na ręce. Odwiązałam list z jej nóżki, a ta uradowana szybko odleciała. - Musimy iść na pokątną!
- Dobrze, pójdziemy jutro kochanie! - odkrzyknęła moja mama z dołu. - A teraz chodź, ciocia zaprosiła nas na jutrzejszy wieczór na bankiet!
- Przecież wiesz, że nie lubię takich imprez! Chcę zostać w domu.
- Wyjątkowo wszyscy musimy być na tym przyjęciu. W końcu to jej imieniny, będzie wiele osób z pracy twojego taty, którzy byliby zawiedzeni, gdyby jego rodzina nie była kompletna!
- Będę mogła chociaż poplotkować z Anią?
- Dobrze, będziesz mogła, ale tylko wtedy, kiedy usiądziecie koło siebie. Oczywiście także jeśli Ania przyjdzie. Wiesz przecież, że teraz jej mama ma problemy w pracy, nie wiem czy da radę wstąpić, nie mówiąc już o zaproszeniu…
-  Będzie tam chociaż ktoś w moim wieku?
- Ne pewno nie będzie mugoli, tym bardziej ich dzieci. Głównie sami czystokrwiści, lub półkrwi. Głownie wiele ważnych dla ministerstwa osobistości.
- Mam tylko nadzieję, że nie będzie tego debila…
- Suzie! Jak się wyrażasz? bez względu na to jaki ktoś jest, nie powinnaś o nim źle mówić, tyle razy już to powtarzam, a ty wciąż swoje!
- Dobrze, dobrze… Tylko, że on obraża moje koleżanki! Wiesz też jaki jest Draco… wstrętny, złośliwy, głupi aligator!
- Czemu aligator?
- Tak go przezywamy, żeby nie wiedział, że o nim mówimy. - dodałam uradowana z własnej mądrości. - Nawet nie wie, że stał się tchórzofretką!
- No dobrze… Chodź teraz na kolację. Z czym chcesz kanapkę?
- Z nutellą mamusiu!
- Zawsze musisz się tak niezdrowo odżywiać? Jeszcze wyjdą ci pryszcze i żaden chłopak nie będzie cię chciał.
- A ty zawsze to samo! Po prostu lubię Nutellę no…
- Przynajmniej twoja siostra zdrowo się odżywia.
- Agnes zdrowo się odżywia? Mamo, ona całe życie je tylko chrupki.
- I tak zawsze jesz to samo, to takie niezdrowe!
- Jesteś za bardzo przewrażliwiona. Ja przynajmniej zjadam rzeczy z wózka w pociągu, a Agnes bierze chipsy z domu.
- Ty byś tylko wydawała pieniądze!
- Mamo, pieniądze są po to, żeby je wydawać.
- Ale tylko na potrzebne rzeczy!
- A sukienki też nie są potrzebne?
A ty zawsze to samo!


***
Pamiętajcie o komentowaniu, bez tego nie będzie kolejnych rozdziałów!

środa, 17 sierpnia 2016

Poznajcie mnie #1

Witam ;)
 Tak to ja. Przychodzę do Was z nowym postem... Ale nie z nowym rozdziałem.
 Od teraz mówię Wam, że jakiekolwiek posty pojawiać się będą w środy. Czy w każdą? Nie wiem, może powinnam wrzucać rozdziały co 2 tygodnie.
 Ale przechodząc do tytułu posta... Zadawajcie pytania! Postanowiłam, że jeżeli poznacie mnie trochę bliżej (hihi, brak podtekstów :3), to będę miała z Wami lepszy kontakt! Przy okazji poznam troszkę moich czytelników i może ich oczekiwania!
 Także czekam na pytania, nie przedłużam i liczę na mnóstwo pytań!
Lili ;D


środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział 1

Witajcie!
  To znowu ja. Mam nadzieję, że chociaż 1 osoba przeczytała prolog. Przesyłam Wam 1 rozdział tej historii.
Lili ;)

***

Rozdział 1
 Te białe ściany zawsze przyprawiają mnie o dreszcze. Chyba nigdy ich nie zaakceptuję. Jest to co prawda pokój dziecięcy, ale nawet dorośli nie chcą tu mieszkać. Nie ma tu co robić, cały czas się nudzę,więc... kiedy tak rozmyślam… czemu wszyscy myślą że jestem inna? Rozumiem, że lubię czasem powyć śpiewając, ale to chyba nie powód by mnie tu zamykać. Każdy ma przecież swoje dziwactwa. Bertie rozmawia ze ścianą, a Marge z roślinami na parapecie. Jestem tu chyba najnormalniejszą osobą. Nie mam żadnej konkretnej terapii, ale i tak nikt nie traktuje mnie poważnie. Przynajmniej mam swoich małych przyjaciół. Zawsze mnie zrozumieją i pocieszą w trudnej sytuacji.
  Z rozmyślań wyrwał mnie głos rozzłoszczonej Emily, wołającej na śniadanie
  -Lili, wstawaj! Śniadanie Ci wystygnie!
  Jak byłam mniejsza Emily opiekowała się mną. Często się ze mną bawiła, mam z nią najlepszy kontakt. Teraz muszę sama o siebie zadbać, już nikt oprócz niej się mną nie interesuje.
  A propos śniadania… Wolałabym go nie jeść. Dzień w dzień gumowe bułki, stara szynka, zbutwiały ser, zgniłe warzywa… Do tego jeszcze zjełczała margaryna. Sztućce są tępe, kubeczki ubite, a talerze niedomyte od wczoraj. Na śniadanie przychodzę z przymusu, zjadłam tylko bułki. Moi przyjaciele przynoszą mi smakołyki. Nie wiem skąd je biorą, ale uwielbiam to.
  Oprócz Emily i innych opiekunów mamy też lekarzy. Powinni leczyć… Ale za dobrze im to nie wychodzi. Pare pacjentów już zmarło bo… nie mieli właściwych leków. Przynajmniej tak się mówi. Nie których też biją, ale to rzadko. Jak ktoś nie bierze ich “leków”, albo jest nieposłuszny. Ja osobiście mam jedną kreskę na plecach, ale to chyba normalne tutaj.
Chciałabym stąd uciec. Nie mam rodziny, nie mam do kogo wracać. Nie mam szkoły, znajomych… Taki trochę odludek, nie? Chyba nawet nie rozmawiałam nigdy z osobą w moim wieku. Tu wszyscy są dużo starsi i strasznie dziwni. Chyba rzeczywiście jestem najnormlaniejszą osobą w tym budynku.
***
  Pamiętajcie o komentowaniu, bo bez tego nie wiem czy ktokolwiek jest zainteresowany!

sobota, 6 sierpnia 2016

Prolog

Witajcie! 
 To mój pierwszy wpis jak i pierwsze opowiadanie, które piszę. Mam nadzieję, że mój pomysł Wam się spodoba. Komentujcie i napiszcie co sądzicie. Nie przedłużam więc i życzę miłego czytania!

Lili ;) 



***





Prolog
 Ukryłam się, znowu. Miałam już tego nie robić, ale już nie wytrzymuję. Chcę uciec, daleko stad. Po prostu daleko. Tam, gdzie jest dobrze. Gdzie ICH nie ma. Może znajdę kiedyś swoje miejsce, w którym nie będę inna? Przydałoby się. Ale nie. Nie dam rady dłużej tego znosić. Każdy ma swoje granice i swoją przestrzeń, a w moim przypadku dawno już została naruszona. Czemu jest tak ciemno, nic nie widać… Może powinnam wrócić? Wiem, że sama nie powinnam wychodzić, ale nie chcę już dłużej tu być. Najlepiej byłoby po prostu zniknąć. O tak! Jak zaklęciem, urokiem… jednak czary nie istnieją, nie są możliwe w tym okropnym świecie, bez odrobiny miłości. Pewnie nigdy jej nie zaznam, o ile w ogóle istnieje. Nie wiem jak to jest mieć rodzinę. Żyję tu od zawsze, traktowana jak zwierzę. Ludzie myślą, że zwierzęta nie myślą. Gdybym tylko mogła ukazać im prawdę… I tak już uważają mnie za wariatkę. Ale nigdy nie usłyszą słów myszki, albo szeptu węża. Nie wiedzą jak to dobrze mieć przyjaciół w małych, niepozornych kreaturach, które tak naprawdę są od nich mądrzejsze. Tyle wiedzą o świecie… Nikt nie wie co przeżyli, gdzie byli, jakie miejsca zwiedzili. A ja? Skąd to wiem? Bo z nimi rozmawiam.

***

Jeśli chcecie żebym pisała - napiszcie komentarze! Jeśli nie będę wiedzieć waszej aktywności to nie będę dodawać kolejnych części historii :)