czwartek, 22 września 2016

Rozdział 4

Witam wszystkich oczekujących na rozdział!
Tak, wiem, ja też nie zawsze mam czas. Ale co z tego! Napisałam rozdzialik, może za krótki, nie wiem szczerze, ale mam nadzieję, że Was zadowoli :P. Nie przedłużam, czytajcie, bo na pewno macie jeszcze dużo do zrobienia.
Lilia ;) 



***

Rozdział 4
-Suzie… bardzo ładne imię - odparłam. Co tu robisz?
-Mogłabym zadać tobie to samo pytanie…Zresztą twoje imię też jest bardzo ładne.
-Naprawdę?
-A myślisz, że ja żartuję?
Przez dłuższy czas nie mogłyśmy znaleźć sobie tematu do rozmowy. Obserwowałyśmy tylko ulicę i grupkę osób zajmujących się sprawą Emily.
-Właściwie… co tam się stało, że tyle ludzi zgromadziło się wokół tego domu?
-Nie wiem jak by Ci to wytłumaczyć… To moja wina - odpowiedziałam płaczliwym głosem. - Ona zginęła przeze mnie! Ten głupi pająk!
-Czekaj, spokojnie, ktoś zginął?! I mówisz mi to dopiero teraz? - powiedziała Suzie głośno.
-Nie pytałaś…
W tym momencie zobaczyłyśmy pana, który zaczął iść w naszą stronę. Wcześniej rozmawiał z uczestnikami balu, zauważyłam go z daleka, miał taki zabawny cylinder. Kiedy podszedł do nas można było poczuć lekki zapach polnych kwiatów… Czyżby używał kobiecych perfum?
-Dzień dobry dziewczynki… Która z Was to Lilia Spellhutch?
W tym momencie poczułam, że coś rusza się w mojej kieszonce. Zapomniałam o Soni! Myszka szybko wyskoczyła z kieszeni i poruszając śmiesznie wąsami powiedziała:
 -Lili, a wąż?
W mgnieniu oka podniosłam się z siedzenia i stanęłam jak wryta. Jak mogłam zapomnieć?!
-Ja jestem Lilia - odpowiedziałam cichutko.
Starszy pan popatrzył na mnie dziwnie i uśmiechnął się pod nosem.
-Będą mi potrzebne twoje zeznania w sprawie śmierci twojej opiekunki.
-A jest to teraz konieczne?
-Niezbędne, aby złapać winnego i zapobiec kolejnym atakom.
-Czyli to się już powtórzyło? - zapytała z przestrachem Suzie.
-Nie… nie ma się czego obawiać. To normalne procedury, szczególnie, że zbliżają się już Mistrzostwa Świata w Quidditchu!
-O co chodzi? - spytałam. Wszystko tu dla mnie jest jakieś obce…
-Nic nie wiesz? - spytała Suzie. - Przecież wszyscy uwielbiają quidditcha!
-Quidditcha? - powiedziałam zdziwiona. - To jakaś potrawa, sklep, może marka samochodu?
-Przecież to NASZ sport! - krzyknęła z zachwytem Suzie. - Każdy czarodziej go zna, nie ma mowy, żeby jakikolwiek przedstawiciel naszej społeczności nie poszedł na mecz Quidditcha.
“Czy ja żyję w innym świecie? Nie wiem o czym ona mówi!” - pomyślałam.
Przeprosiłam na chwilę towarzyszy moich rozmów, po czym razem z Sonią pobiegłyśmy w stronę domu. Pamiętam, że zostawiłam okno otwarte, więc podeszłam od drugiej strony domu do taśm zabezpieczających okolicę i zawołałam węża. Kiedy zobaczyłam go całego i zdrowego, odetchnęłam z ulgą. Przypełzł do nas i razem wróciliśmy na schody owego domu, gdzie powinna czekać Suzie. Dla mnie to normalne, nikt nigdy nie pilnuje co robię, ani mnie nie zauważa. Zastanawiało mnie natomiast dlaczego tak się dzieje.
Kiedy podeszłam do dużego domu, nie zauważyłam nikogo poza starszym panem z długą brodą. Miał śmieszną, dawno już niemodną szarą szatę i dziwną czapkę. Zastanawiałam się co taki dziwny człowiek może robić na tej ulicy, ale w tym momencie przypomniałam sobie poranne zdarzenie. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nie widziałam nawet jak ją zabrali. Gdzie ona jest? Jak ją zabito? I co z jej chłopakiem?! Dlaczego jej to zrobił? A jeszcze Nagini…
Starzec zaczął iść w stronę taśm, aż do owego pana, który chciał ode mnie wyciągnąć zeznania. Uznałam za słuszne, że podejdę, bo w końcu mój wąż jest przy mnie bezpieczny. Na pewno zdziwiliby się widząc go w moim pokoju, może lepiej jest, jak idzie ze mną.
Podeszłam w tamto miejsce i zobaczyłam jakiś mężczyzn, dość głośno rozmawiających ze sobą.
-Przecież to jeszcze dziecko!
-Tak, Bartemiuszu, ale musimy dowiedzieć co się stało! - powiedział mężczyzna w jeszcze wyższym kapeluszu niż pan Bartemiusz. - Każdy szczegół jest ważny, a ministerstwo musi być poinformowane na bieżąco!
-Przepraszam, że się wtrącam, ale mamy słuchaczkę - powiedział starzec z brodą.
W tym momencie grupa mężczyzn popatrzyła na mnie. Poczułam się trochę przytłoczona tym, że nagle wszyscy na mnie spojrzeli. Dużą sensację wzbudził też mój wąż pełznący za mną i Sonia, której głowa lekko wystawała z kieszeni. Nie miałam pojęcia co powiedzieć, więc stałam sztywno.
-Och, to ty - powiedział pan Bartemiusz. - Chodźmy może na chwilę do środka.
Siwiejący z lekka mężczyzna wszedł do domu. Znalazł wolny pokój, należący zapewne do Emily, w którym nigdy nie byłam. Urządzony był po kobiecemu - kolorowe szafki wypełniały ściany, a szafa, szufladki i komoda były w odcieniu pudrowego różu, który kobieta bardzo lubiła. Miała dużo sweterków w odcieniach różu i fioletu, zresztą bardzo do niej pasowały. Ubierała się bardzo modnie, każdy strój odpowiednio dobrany i kuszący stanowił idealne połączenie zniewalające mężczyzn z nóg. Ale niestety, ostatni jej wybór nie był trafny… Obiecała mi nawet, że zostanę druhną. Ślub miał odbyć się za chwilkę, bardzo żałuję,że ceremonia nigdy się nie odbędzie.
Pan Bartemiusz stanął przed oknem i myślał chwilkę. Usiadłam na jednym z fotelików, który okazał być się bardzo wygodny. Cisza, która ogarnęła pokój, budziła we mnie coś w rodzaju nostalgii i tęsknoty. Cały pokoik pachniał jeszcze jej perfumami, chociaż z daleka dochodziła mnie woń perfum mężczyzny.
-Ty jesteś Lilia, tak? Słyszałem, że z Emily byłyście bardzo zżyte.
-Można tak powiedzieć. Bardzo się lubiłyśmy… Nie chciałam, żeby tak się to wszystko potoczyło.
-Nikt z Nas nie chciałby doświadczyć takiej tragedii. Strata rodziny jest bardzo bolesna, sam ją odczułem.
-Nie mam rodziny, Emily była tylko opiekunką. Chociaż w pewien sposób była dla mnie jak matka.
-No cóż, przejdźmy do sprawy. Proszę, opowiedz mi dokładnie wszystko co widziałaś.
I opowiedziałam. Pan Bartemiusz słuchał mnie uważnie, śledząc każde moje słowo, jakby stanowiło klucz do rozwiązania zagadki. Nie wspomniałam mu tylko o rozmowie z Nagini, bo to byłoby na pewno niepokojące.
-Dziękuję, że poświęciłaś mi swój czas. Na pewno jeszcze się spotkamy, jak wyjaśnimy całe zajście.
Kiedy wyszliśmy z budynku grupka ludzi znacznie się zmniejszyła. Zdziwiłam się jednak, kiedy podszedł do nas starzec z długą brodą.
-Bartemiuszu, Lilia zapewne dość już nasłuchała się regulaminów i innych spraw związanych z Ministerstwem. Chciałbym jednak teraz z nią porozmawiać.
Pan Bartemiusz odszedł. Spytałam więc:
-O co chodzi?
-Drogie dziecko. Nie wiem czy domyślasz się co zaszło - przypuszczam, że było to morderstwo. Nie chcę Cie straszyć, ale sądzę, że nie stało się to przypadkiem.
-Co Pan przez to rozumie?
-Jakby Ci to wytłumaczyć… Nasz świat jest obecnie podzielony. Wielu zwolenników pewnego człowieka jest na wolności. Zagrażają oni naszemu bezpieczeństwu - poszukują kogoś bardzo im potrzebnego. Poznałaś pewnie Suzie? Ona również zna osobę, której owi źli ludzie chcą znaleźć. A że jesteście w tym samym wieku, na pewno dogadałyście się bez problemu. 3 lata temu musiało dojść do pewnej pomyłki… List do Ciebie musiał nie dotrzeć w odpowiednie miejsce, lub został zniszczony. Nie wiem jak to się stało - księgi zapisały Cię jako niechętną do uczęszczania do naszej szkoły. Postanowiłem Ci wręczyć go osobiście.
Starzec podał mi kopertę, opieczętowaną i nieotwieraną. Zapisany był na niej nawet mój adres. Kiedy ją otworzyłam, nie byłam pewna, czy to co widzę jest prawdziwe.

***

Pamiętajcie o komentowaniu, bez Waszych opinii nie wiem, co Wam się podoba, a co nie :)

wtorek, 20 września 2016

Blogowy mail

HeJ!

Tutaj znowu ja, pewnie już mnie macie dość, ale, niestety, ja od tak nie zniknę XD

 


Przechodząc do tematu...

Wiem, że wielu z Was woli anonimowość, ale mam prośbę: Jeśli macie taką możliwość, to zalecałabym Wam założyć fikcyjne konto Google, bo ja także nie chciałabym wysyłać czegoś do kompletnie obcych mi osób z bloga z mojego prywatnego maila. Znacznie ułatwiło by to nam (mi, Lilii i Wam) współpracę.
Nie narzucam nic, ale najlepiej by było, gdyby mail związany był z serią HP lub naszym magicznym światem, coś typu: wingardium.leviosa@przykładowymail.pl itp. 
Wtedy ci najaktywniejsi komentatorzy i czytelnicy byliby rozpoznawalni, co wg mnie byłoby ciekawe i fajne :) (za dużo "byłoby", jedynka z polskiego XD )

Jeżeli jednak nie chcecie zakładać fikcyjnych kont, zawsze ja i Lilia możemy założyć mail blogowy. 

I teraz zwracamy się z pytaniem do Was: Wolelibyście założyć własne konta, czy może mail blogowy? 
 Piszcie śmiało w komentarzach! W wersji na komputer umieszczam także ankietę :)
Sue :)

środa, 7 września 2016

Rozdział 3

 
 Witajcie!
To ja! Witam Was już w roku szkolnym! Czy Wy też macie tyle do roboty? Cóż... przejdźmy do rozdziału. Przepraszam, że dodaję go po 20, ale był naprawdę wymagając. Kolejny będzie 21 września. Nie przedłużam, powodzenia w czytaniu!
Lili ;)


Rozdział 3

 -Och, zachowuj się! - zawołałam mojego węża, który gonił Sonię po pokoju. Wywrócili kosz, zrzucili zeszyty z notatkami, a teraz jak gdyby nigdy nic skaczą po moim łóżku. Z mojego posłania zaczęły wydobywać się zgrzyty i chrumkania, przestraszyłam się, że pomimo lekkości zwierzątek, łóżko mogłoby zacząć strzelać sprężynami.
 -To niedopuszczalne żeby takie dojrzałe stworzenia jak wy goniły za sobą i rozrzucały wszystko co się da. Jak wytłumaczę potem ten bałagan, jeżeli ktoś tu wejdzie?! Pomyśleliście ile czasu będę musiała to potem sprzątać?!
Zwierzątka zamilkły przestraszone i skuliły się. Mój krzyk najwidoczniej ich przestraszył.
 -Ja… przepraszam, niepotrzebnie tak na Was nakrzyczałam.
 -Nic się nie stało, to nasza wina Lili - odpowiedziała Sonia. - Postaramy się pomóc w sprzątaniu!
 -No dobrze, nie musicie mi pomagać, ale żeby to był ostatni raz!
 Zaczęłam układać notesy na swoje miejsca, kiedy do pokoju wbiegła Emily.
 -Co tu się dzieje?! Skąd dobiegały te hałasy?! - opiekunka popatrzyła po pokoju w poszukiwaniu źródła dźwięków.
 -Ale… Tu naprawdę nic się nie działo! - odpowiedziałam lekko zmieszana.
 -Bo Ci uwierzę! A niby skąd dobiegały te dziwne dźwięki?
 -Na pewno nie stąd! Jak słowo daję! -  powiedziałam donośnym głosem.
 -No dobrze, sprawdzę gdzie indziej. Tylko nie rozrabiać!
 Kiedy Emily wyszła, odetchnęłam z ulgą. Sonia z wężem wyszli z pod łóżka, gdzie byli schowani.
 -Uff… Niewiele brakowało! - powiedziałam uśmiechając się lekko.
 Zwierzątka uśmiechnęły się razem ze mną, a ich buzie otworzyły się szeroko, wyrażając co najmniej dumę, z powodu bałaganu jaki narobili.
 -I z czego się tak cieszycie, co? Zamknijcie buzie, bo od tych uśmiechów wszystkie zęby wam wypadną.
 -Lili, tylko że… nam nie wypadają zęby - odpowiedziała Sonia.
 -Och…! Dzisiaj się Wam upiekło, chociaż już dawno powinnam dać wam jakąś karę za takie wybryki.
 Kiedy poukładaliśmy wszystko na miejsca pokoik lśnił. Dosłownie! Byłam dumna z moich przyjaciół, pomogli mi jak nigdy dotąd. nie wiedziałam, że są tak silni - udało im się nawet postawić kosz na śmieci kiedy ścieliłam łóżko.  Wykończeni mozolną pracą usiedliśmy przy mały stoliczku. Wąż i Sonia położyli się przy wazoniku ze stokrotkami, które nazbierałam rano za domem. Na główkę myszki spadła kropla wody z jednego z płatków i przez to otrząsnęła się śmiesznie. Szybko poszliśmy spać bo jutro miał nas czekać wyjątkowo trudny dzień.

***

 Wiele ubrań wisiało na wieszakach w sklepiku z najnowszymi trendami czarodziejskiej mody. Zawsze było tam mnóstwo ludzi, a każdy chce pięknie i modnie wyglądać. Oczywiście nie wszystkich na to stać… ale kto bogatemu zabroni. Każde lustro widziało już tysiące zwykłych osób, ale tą dziewczynkę trudno będzie zapomnieć.
 “Mała” Suzie pisała właśnie po jednej ze świecących tafli “różowy jest piękny”, kiedy do przymierzalni wgramoliła się jakaś pani.
 -Och dziecko, przepraszam, nie zauważyłam Cię, już wychodzę!
 -Ależ nic się nie stało. Mogę nawet doradzić Pani, którą sukienkę wybrać!
 -To miło z Twojej strony, ale… chyba nie potrzebuję pomocy. Dam sobie radę. W sumie mam nawet gotowy strój, chciałam tylko wybrać dobry rozmiar. Momencik.. gdzie one są?
 -Tego Pani szuka? - podałam grubszej pani jej okulary w grubych różowych oprawkach, których nijak nie dało się nie zauważyć, kiedy leżały tak spokojnie na dywaniku. Zostawiłam ją oniemiałą na środku kabiny, po czym wyszłam ze sklepu, udając się w stronę sklepu z magicznymi stworzeniami.
Szukałam wzrokiem mojej mamy wśród tego tłumu na Pokątnej, ale nie mogłam jej dostrzec. Dojrzałam tylko parę osób ze szkoły, które przybyły w dzisiejszym dniu kupować nowe podręczniki. Na wystawach było bardzo dużo różnych fajnych przedmiotów, które bardzo chciałabym mieć. A chociażby taka kulka-migotka. Niby ozdoba, ale jaka funkcjonalna! Bardzo dobrze sprawdza się jako kula dyskotekowa lub latarka, mimo swoich małych rozmiarów. Byłam pod wrażeniem ilości zwierzątek w sklepie i różnych mioteł - w końcu quidditch nie jest mi obcy. Po pewnym czasie zajrzałam także do sklepu z książkami. Uwielbiam ten zapach, kiedy przewracam strony nowych książek. To takie… odprężające!
 Kiedy przechodziłam obok książek do szkoły, pomyślałam o tym, że fajnie byłyby dowiedzieć się, czego w tym roku się nauczymy. A że uwielbiam zaklęcia - od razu podręcznik wylądował w moich rękach, a ja zaczytana po uszy nie widziałam świata poza nią. Musiałam już długo tak czytać, bo kiedy podniosłam głowę, zauważyłam, że księgarnia zrobiła się pusta. Był tylko jeden problem. Moja mama. A właściwie okropnie rozdrażniona, wściekła i zapewne wygłodniała mama.
 -Gdzieś ty była cały ten czas?! Szukam Cię i szukam, po całej pokątnej, w każdym sklepie! Czemu wyszłaś bez pytania???
 -Mamo, ja mam prawie 14 lat… Chyba jestem na tylko “duża”, że mogę chodzić spokojnie po sklepach, nie?
 -Ty mi tu nie mów, że jesteś duża, bo idziesz dopiero do 4 klasy! A teraz marsz do sklepu, musimy Ci kupić suknię na bal!
 - Jaką suknię? Jaki bal? Przecież wiesz, że nie lubię bali!
 -Przecież w tym roku jest turniej trójmagiczny! A tradycją jest, że na każdym turnieju jest bal!
 -I nie powiedziałaś mi o tym?!
 -Nie miałam potrzeby mówić Ci wcześniej. A teraz chodź wreszcie, w końcu musisz być w coś ubrana, prawda?

***

-Aaaaaaaaa! Ratunku! Zabierzcie to ode mnie! - krzyczałam przerażona - dlaczego on chce mnie pożreć?!
-Cicho, uspokój się... - powiedział mój wąż.
-Ja też się go boję! Jest przerażający! - powiedziała wystraszona Sonia.
-Cicho! Chować się! - zawołałam, kiedy usłyszałam kroki na korytarzu.
Do pokoju weszła Emily.
-Ktoś tu wtargnął, że tak krzyczysz? Gdzie jesteś włamywaczu?  
-To nie żaden włamywacz. Patrz tam! - krzyknęłam pokazując palcem na ścianę. Siedział na niej wielki olbrzymi…
-Przecież to tylko pająk… - opiekunka spokojnie odrzekła - Daj mi obrusik, to go wyniosę.
Emily wzięła obrusik i już miała chwycić zdobycz… kiedy ta przystąpiła do ataku! Pająk skoczył prosto na dekolt kobiety, która z wrzaskiem wybiegła na korytarz.
-Przynajmniej jednego potwora mniej - powiedziałam patrząc na chmarę komarów latających nad łóżkiem.
-Jak możesz tak mówić Lili! Lepiej chodźmy zobaczyć co z nią! - powiedziała przejęta dogłębnie tą sytuacją myszka. - A co jak coś się stało? Potem będziesz się obwiniać, że tego nie sprawdziłaś!
- No dobrze, masz rację. A ty pilnuj pokoju, umiesz się bronić, prawda? - powiedziałam do ukochanego gada.
Wybiegłyśmy szybko z pokoju - myszka siedziała w kieszeni mojej koszulki. Zbiegając w dół po schodach prawie potknęłam się o sterczący dywan, który nie wiadomo skąd pojawił się na podłodze. Wybiegłam przed drzwi. Postanowiłam, że pensjonat obejdziemy skręcając najpierw w lewo od drzwi - stamtąd widać było całą ulicę. Po drugiej stronie drogi zobaczyłam nagle wielki dom. Skąd on się tu wziął?! A jaki przy nim ruch… Czyżby jakieś przyjęcie? Na tej ulicy nigdy nic się nie dzieje… Pewnie jakieś wesele czy coś, potem pooglądam co się dzieje wokół.
Kiedy zaczęłam znowu skręcać w lewo, aby przejść obok kolejnej ścian, Sonia kazała mi stanąć.
-Mówię Ci, nie idź tam. Coś mi mówi, żebyś tam nie szła! - powiedziała szeptem, jakby czując obecność… jakiejś osoby?
-A może to Emily? Musimy przecież sprawdzić każde miejsce!
W tym momencie błysnęło zielone światło. Latarka? Nie możliwe - zbyt krótkotrwałe i… kto ma zielone światło w latarce?! Szybko wybiegłam za dom… Nigdy tego chyba nie zapomnę.
Czarna postać z wężem na ramieniu pochylała się nad Emily. Niestety musiałam akurat w tym momencie nadepnąć na wstrętną gałązkę albo suchy patyk, bo chyba wyczuła odpowiedni moment, aby pojawić się pod moją nogą. Człowiek odwrócił się - po pojutrze wywnioskowałam, że to mężczyzna. Nagle zdjął kaptur i oblizał się… Przecież to chłopak Emily!
Opiekunka pokazywała mi jego zdjęcia, podobno za miesiąc mieli wziąć ślub. Czemu w takim razie ona leży teraz nieprzytomna na trawie?
-Kim jesteś dziewczynko? - powiedział do mnie… wąż.
Stanęłam sztywno mierząc ich wzrokiem. Co ja mam zrobić?
-A ty? - to chyba najgłupsze pytanie jakie mogłam strzelić w tym momencie.
Mężczyzna patrzył na nas dziwnym wzrokiem.
-Jessstem Nagini.
-Już o tobie słyszałam, mój wąż mi o tobie opowiadał, czy to ty, jedyny wąż, który ma imię?
-Tak sss.
-Co tu się dzieje? Dziecko co ty mówisz? A może to ty…
Mężczyzna zaczął się do mnie przybliżać. Ja, przerażona, zaczęłam krzyczeć najgłośniej jak umiałam. Równie przerażony krzykiem chłopak nagle… zniknął. Została po nim czarna mgiełka, która szybko się uniosła i zniknęła. Podbiegłam do Emily. Miała otwarte, szare oczy, już bez tych samych ogników jak dawniej. Nie oddychała. W tym momencie zrozumiałam. Zabił ją. Była moją ostatnią rodziną. Może nie do końca rodziną, ale tak ją traktowałam.
W moich oczach pojawiły się łzy. Mimo tego że nigdy nie płaczę,teraz z moich oczków lał się strumień wody. Co ja teraz zrobię? Mnóstwo takich pytań pojawiało się w mojej głowie.
Nagle podbiegła do mnie jakaś pani w czerwonej sukience. Gdy zobaczyła ciało Emily chyba zrozumiała co się stało i odciągnęła mnie z daleka od miejsca zbrodni.
Posadziła mnie na schodach jakiegoś domu, nie widziałam dokładnie przez natłok łez siedzących w moich oczach. Nagle kobieta popatrzyła do góry i wydała z siebie zduszony okrzyk. Kobieta zawołała kilku mężczyzn, którzy poszli z nią w kierunku pensjonatu.
Rozejrzałam się dookoła. Wytarłam oczy w rękaw bluzy, którą miałam na sobie. W tem zobaczyłam dziewczynkę, która wyszła głównymi drzwiami owego domu, który niespodziewanie pojawił się na ulicy. Ubrana w śliczną sukienkę, bogato zdobione kolczyki i śliczne pantofelki wyglądała cudownie. Dziewczyna podeszła do mnie, dziwnie się na mnie patrząc.
-Cześć! Jak się nazywasz?
-Lilia jestem, dla przyjaciół Lili. A Ty? - odpowiedziałam przez zatkany nos.
-Nazywam się Susan. Suzie Wheelwright.
***

To już koniec rozdziału! Zostawiajcie komentarze i powiedzcie czy chcecie dalsze części!