środa, 7 września 2016

Rozdział 3

 
 Witajcie!
To ja! Witam Was już w roku szkolnym! Czy Wy też macie tyle do roboty? Cóż... przejdźmy do rozdziału. Przepraszam, że dodaję go po 20, ale był naprawdę wymagając. Kolejny będzie 21 września. Nie przedłużam, powodzenia w czytaniu!
Lili ;)


Rozdział 3

 -Och, zachowuj się! - zawołałam mojego węża, który gonił Sonię po pokoju. Wywrócili kosz, zrzucili zeszyty z notatkami, a teraz jak gdyby nigdy nic skaczą po moim łóżku. Z mojego posłania zaczęły wydobywać się zgrzyty i chrumkania, przestraszyłam się, że pomimo lekkości zwierzątek, łóżko mogłoby zacząć strzelać sprężynami.
 -To niedopuszczalne żeby takie dojrzałe stworzenia jak wy goniły za sobą i rozrzucały wszystko co się da. Jak wytłumaczę potem ten bałagan, jeżeli ktoś tu wejdzie?! Pomyśleliście ile czasu będę musiała to potem sprzątać?!
Zwierzątka zamilkły przestraszone i skuliły się. Mój krzyk najwidoczniej ich przestraszył.
 -Ja… przepraszam, niepotrzebnie tak na Was nakrzyczałam.
 -Nic się nie stało, to nasza wina Lili - odpowiedziała Sonia. - Postaramy się pomóc w sprzątaniu!
 -No dobrze, nie musicie mi pomagać, ale żeby to był ostatni raz!
 Zaczęłam układać notesy na swoje miejsca, kiedy do pokoju wbiegła Emily.
 -Co tu się dzieje?! Skąd dobiegały te hałasy?! - opiekunka popatrzyła po pokoju w poszukiwaniu źródła dźwięków.
 -Ale… Tu naprawdę nic się nie działo! - odpowiedziałam lekko zmieszana.
 -Bo Ci uwierzę! A niby skąd dobiegały te dziwne dźwięki?
 -Na pewno nie stąd! Jak słowo daję! -  powiedziałam donośnym głosem.
 -No dobrze, sprawdzę gdzie indziej. Tylko nie rozrabiać!
 Kiedy Emily wyszła, odetchnęłam z ulgą. Sonia z wężem wyszli z pod łóżka, gdzie byli schowani.
 -Uff… Niewiele brakowało! - powiedziałam uśmiechając się lekko.
 Zwierzątka uśmiechnęły się razem ze mną, a ich buzie otworzyły się szeroko, wyrażając co najmniej dumę, z powodu bałaganu jaki narobili.
 -I z czego się tak cieszycie, co? Zamknijcie buzie, bo od tych uśmiechów wszystkie zęby wam wypadną.
 -Lili, tylko że… nam nie wypadają zęby - odpowiedziała Sonia.
 -Och…! Dzisiaj się Wam upiekło, chociaż już dawno powinnam dać wam jakąś karę za takie wybryki.
 Kiedy poukładaliśmy wszystko na miejsca pokoik lśnił. Dosłownie! Byłam dumna z moich przyjaciół, pomogli mi jak nigdy dotąd. nie wiedziałam, że są tak silni - udało im się nawet postawić kosz na śmieci kiedy ścieliłam łóżko.  Wykończeni mozolną pracą usiedliśmy przy mały stoliczku. Wąż i Sonia położyli się przy wazoniku ze stokrotkami, które nazbierałam rano za domem. Na główkę myszki spadła kropla wody z jednego z płatków i przez to otrząsnęła się śmiesznie. Szybko poszliśmy spać bo jutro miał nas czekać wyjątkowo trudny dzień.

***

 Wiele ubrań wisiało na wieszakach w sklepiku z najnowszymi trendami czarodziejskiej mody. Zawsze było tam mnóstwo ludzi, a każdy chce pięknie i modnie wyglądać. Oczywiście nie wszystkich na to stać… ale kto bogatemu zabroni. Każde lustro widziało już tysiące zwykłych osób, ale tą dziewczynkę trudno będzie zapomnieć.
 “Mała” Suzie pisała właśnie po jednej ze świecących tafli “różowy jest piękny”, kiedy do przymierzalni wgramoliła się jakaś pani.
 -Och dziecko, przepraszam, nie zauważyłam Cię, już wychodzę!
 -Ależ nic się nie stało. Mogę nawet doradzić Pani, którą sukienkę wybrać!
 -To miło z Twojej strony, ale… chyba nie potrzebuję pomocy. Dam sobie radę. W sumie mam nawet gotowy strój, chciałam tylko wybrać dobry rozmiar. Momencik.. gdzie one są?
 -Tego Pani szuka? - podałam grubszej pani jej okulary w grubych różowych oprawkach, których nijak nie dało się nie zauważyć, kiedy leżały tak spokojnie na dywaniku. Zostawiłam ją oniemiałą na środku kabiny, po czym wyszłam ze sklepu, udając się w stronę sklepu z magicznymi stworzeniami.
Szukałam wzrokiem mojej mamy wśród tego tłumu na Pokątnej, ale nie mogłam jej dostrzec. Dojrzałam tylko parę osób ze szkoły, które przybyły w dzisiejszym dniu kupować nowe podręczniki. Na wystawach było bardzo dużo różnych fajnych przedmiotów, które bardzo chciałabym mieć. A chociażby taka kulka-migotka. Niby ozdoba, ale jaka funkcjonalna! Bardzo dobrze sprawdza się jako kula dyskotekowa lub latarka, mimo swoich małych rozmiarów. Byłam pod wrażeniem ilości zwierzątek w sklepie i różnych mioteł - w końcu quidditch nie jest mi obcy. Po pewnym czasie zajrzałam także do sklepu z książkami. Uwielbiam ten zapach, kiedy przewracam strony nowych książek. To takie… odprężające!
 Kiedy przechodziłam obok książek do szkoły, pomyślałam o tym, że fajnie byłyby dowiedzieć się, czego w tym roku się nauczymy. A że uwielbiam zaklęcia - od razu podręcznik wylądował w moich rękach, a ja zaczytana po uszy nie widziałam świata poza nią. Musiałam już długo tak czytać, bo kiedy podniosłam głowę, zauważyłam, że księgarnia zrobiła się pusta. Był tylko jeden problem. Moja mama. A właściwie okropnie rozdrażniona, wściekła i zapewne wygłodniała mama.
 -Gdzieś ty była cały ten czas?! Szukam Cię i szukam, po całej pokątnej, w każdym sklepie! Czemu wyszłaś bez pytania???
 -Mamo, ja mam prawie 14 lat… Chyba jestem na tylko “duża”, że mogę chodzić spokojnie po sklepach, nie?
 -Ty mi tu nie mów, że jesteś duża, bo idziesz dopiero do 4 klasy! A teraz marsz do sklepu, musimy Ci kupić suknię na bal!
 - Jaką suknię? Jaki bal? Przecież wiesz, że nie lubię bali!
 -Przecież w tym roku jest turniej trójmagiczny! A tradycją jest, że na każdym turnieju jest bal!
 -I nie powiedziałaś mi o tym?!
 -Nie miałam potrzeby mówić Ci wcześniej. A teraz chodź wreszcie, w końcu musisz być w coś ubrana, prawda?

***

-Aaaaaaaaa! Ratunku! Zabierzcie to ode mnie! - krzyczałam przerażona - dlaczego on chce mnie pożreć?!
-Cicho, uspokój się... - powiedział mój wąż.
-Ja też się go boję! Jest przerażający! - powiedziała wystraszona Sonia.
-Cicho! Chować się! - zawołałam, kiedy usłyszałam kroki na korytarzu.
Do pokoju weszła Emily.
-Ktoś tu wtargnął, że tak krzyczysz? Gdzie jesteś włamywaczu?  
-To nie żaden włamywacz. Patrz tam! - krzyknęłam pokazując palcem na ścianę. Siedział na niej wielki olbrzymi…
-Przecież to tylko pająk… - opiekunka spokojnie odrzekła - Daj mi obrusik, to go wyniosę.
Emily wzięła obrusik i już miała chwycić zdobycz… kiedy ta przystąpiła do ataku! Pająk skoczył prosto na dekolt kobiety, która z wrzaskiem wybiegła na korytarz.
-Przynajmniej jednego potwora mniej - powiedziałam patrząc na chmarę komarów latających nad łóżkiem.
-Jak możesz tak mówić Lili! Lepiej chodźmy zobaczyć co z nią! - powiedziała przejęta dogłębnie tą sytuacją myszka. - A co jak coś się stało? Potem będziesz się obwiniać, że tego nie sprawdziłaś!
- No dobrze, masz rację. A ty pilnuj pokoju, umiesz się bronić, prawda? - powiedziałam do ukochanego gada.
Wybiegłyśmy szybko z pokoju - myszka siedziała w kieszeni mojej koszulki. Zbiegając w dół po schodach prawie potknęłam się o sterczący dywan, który nie wiadomo skąd pojawił się na podłodze. Wybiegłam przed drzwi. Postanowiłam, że pensjonat obejdziemy skręcając najpierw w lewo od drzwi - stamtąd widać było całą ulicę. Po drugiej stronie drogi zobaczyłam nagle wielki dom. Skąd on się tu wziął?! A jaki przy nim ruch… Czyżby jakieś przyjęcie? Na tej ulicy nigdy nic się nie dzieje… Pewnie jakieś wesele czy coś, potem pooglądam co się dzieje wokół.
Kiedy zaczęłam znowu skręcać w lewo, aby przejść obok kolejnej ścian, Sonia kazała mi stanąć.
-Mówię Ci, nie idź tam. Coś mi mówi, żebyś tam nie szła! - powiedziała szeptem, jakby czując obecność… jakiejś osoby?
-A może to Emily? Musimy przecież sprawdzić każde miejsce!
W tym momencie błysnęło zielone światło. Latarka? Nie możliwe - zbyt krótkotrwałe i… kto ma zielone światło w latarce?! Szybko wybiegłam za dom… Nigdy tego chyba nie zapomnę.
Czarna postać z wężem na ramieniu pochylała się nad Emily. Niestety musiałam akurat w tym momencie nadepnąć na wstrętną gałązkę albo suchy patyk, bo chyba wyczuła odpowiedni moment, aby pojawić się pod moją nogą. Człowiek odwrócił się - po pojutrze wywnioskowałam, że to mężczyzna. Nagle zdjął kaptur i oblizał się… Przecież to chłopak Emily!
Opiekunka pokazywała mi jego zdjęcia, podobno za miesiąc mieli wziąć ślub. Czemu w takim razie ona leży teraz nieprzytomna na trawie?
-Kim jesteś dziewczynko? - powiedział do mnie… wąż.
Stanęłam sztywno mierząc ich wzrokiem. Co ja mam zrobić?
-A ty? - to chyba najgłupsze pytanie jakie mogłam strzelić w tym momencie.
Mężczyzna patrzył na nas dziwnym wzrokiem.
-Jessstem Nagini.
-Już o tobie słyszałam, mój wąż mi o tobie opowiadał, czy to ty, jedyny wąż, który ma imię?
-Tak sss.
-Co tu się dzieje? Dziecko co ty mówisz? A może to ty…
Mężczyzna zaczął się do mnie przybliżać. Ja, przerażona, zaczęłam krzyczeć najgłośniej jak umiałam. Równie przerażony krzykiem chłopak nagle… zniknął. Została po nim czarna mgiełka, która szybko się uniosła i zniknęła. Podbiegłam do Emily. Miała otwarte, szare oczy, już bez tych samych ogników jak dawniej. Nie oddychała. W tym momencie zrozumiałam. Zabił ją. Była moją ostatnią rodziną. Może nie do końca rodziną, ale tak ją traktowałam.
W moich oczach pojawiły się łzy. Mimo tego że nigdy nie płaczę,teraz z moich oczków lał się strumień wody. Co ja teraz zrobię? Mnóstwo takich pytań pojawiało się w mojej głowie.
Nagle podbiegła do mnie jakaś pani w czerwonej sukience. Gdy zobaczyła ciało Emily chyba zrozumiała co się stało i odciągnęła mnie z daleka od miejsca zbrodni.
Posadziła mnie na schodach jakiegoś domu, nie widziałam dokładnie przez natłok łez siedzących w moich oczach. Nagle kobieta popatrzyła do góry i wydała z siebie zduszony okrzyk. Kobieta zawołała kilku mężczyzn, którzy poszli z nią w kierunku pensjonatu.
Rozejrzałam się dookoła. Wytarłam oczy w rękaw bluzy, którą miałam na sobie. W tem zobaczyłam dziewczynkę, która wyszła głównymi drzwiami owego domu, który niespodziewanie pojawił się na ulicy. Ubrana w śliczną sukienkę, bogato zdobione kolczyki i śliczne pantofelki wyglądała cudownie. Dziewczyna podeszła do mnie, dziwnie się na mnie patrząc.
-Cześć! Jak się nazywasz?
-Lilia jestem, dla przyjaciół Lili. A Ty? - odpowiedziałam przez zatkany nos.
-Nazywam się Susan. Suzie Wheelwright.
***

To już koniec rozdziału! Zostawiajcie komentarze i powiedzcie czy chcecie dalsze części! 

2 komentarze: